(Strużnica-Stróżnickie Skały-Starościńskie Skały-Rozdroże pod Jańską Górą-Krowiarki-Janowice Wielkie PKP) – 13.02.2018 r.

Wczoraj (13.02.2018 r.) wybrałem się nie krótką wycieczkę w Rudawy Janowickie. Takim jednym, głównym celem były Starościńskie Skały, imponująca grupa skalna z labiryntem skalnym. Te dwie cechy powodują, że miejsce to jest jednym z moich ulubionych w górach, stąd nie pierwszy raz tutaj wracam.

Wycieczkę rozpoczynam w Strużnicy. Wiele osób zapytałoby pewnie: „a gdzie to jest”? Już informuję. Jest to najmniejsza miejscowość/wieś w gminie Mysłakowice, trochę za Karpnikami. Obecnie jest nieco zapomniana, choć moim zdaniem ma duży potencjał turystyczny.

Co ciekawe, jak próbowałem kupić bilet na czerwony autobus MZK Jelenia Góra to Pani w kiosku spytała, gdzie chcę dojechać? Mówię, że do Strużnicy, za Karpnikami. Pani niezbyt pewnie, ale informuje mnie, że tam czerwonym autobusem nie dojadę, bo nic tam już nie jeździ. Jednak ja sugerując się rozkładem autobusów wiedziałem, że choć bardzo mało autobusów tam dociera, to jednak one SĄ (można je policzyć na palcach jednej ręki). I faktycznie, tym razem miałem rację. Autobus MZK nr 11 o godz. 10:29 w dni powszednie (jak ten) ma adnotację, że jedzie do Gruszkowa (m.in. przez Karpniki i STRUŻNICĘ). Zazwyczaj jeździ do Wojanowa, ale akurat o tej godzinie ma wyjątek. Okazuję się, że jednak można dojechać do Strużnicy, co uczyniłem.

Przystanek autobusowy w Strużnicy

Z pomocą miejscowego i kierowcy autobusu dowiaduję się na którym przystanku mam wysiąść. Strużnica obecnie ma dwa przystanki autobusowe: Strużnica i Strużnica 58. Akurat w moim przypadku wysiadam na przystanku Strużnica. Od miejscowego mam też potrzebną informację, jak przebiega żółty szlak w kierunku Stróżnickich Skał, którym mam zamiar się udać. Właśnie pozyskiwania informacji od miejscowych nauczyłem się podczas wielu wycieczek w swoim życiu. Takie osoby to duża skarbnica wiedzy o miejscach, w które się udajemy. Warto korzystać z takich źródeł informacji, jeśli mamy jakąkolwiek wątpliwość.

Zgodnie z planem idę żółtym szlakiem. Na początku jest łatwo, dosyć płasko, potem zaczyna się ostre podejście w górę. Kiedyś na wycieczce gimnazjalnej miałem okazję schodzić  tym szlakiem i pamiętam, że schodziło się ostro w dół. Analogicznie jak się schodzi ostro w dół, to podchodzi się ostro w górę :). W pewnym momencie niespodziewanie dokonuję poślizgu na lodzie i upadam na prawe przedramię. Na szczęście nie ma żadnego złamania, ból jest niezbyt duży. Można iść dalej. Poślizgnąłem się na kamieniu, który był przykryty cienką warstwą lodu. Ten z kolei był pod bardzo cienką warstwą śniegu. Moim zdaniem nie miałem szans zobaczyć lodu. Znając dalszy przebieg wycieczki mogę powiedzieć, że to niegroźne poślizgnięcie było małym ostrzeżeniem. O tym w dalszej części relacji.

Od tego momentu idę już bokiem i bardziej uważam na to, co leży na ziemi. Po pewnym czasie dochodzę do momentu, gdzie pojawia się niebieski szlak. Skręcam więc nim w prawo i idę dalej. Muszę teraz być czujnym, bo w pewnym momencie będzie odbicie na Starościńskie Skały. Powiem szczerze, że w niektórych miejscach szlak jest słabo oznaczony i idę trochę bardziej intuicyjnie niż po znakach. Dobrze, że byłem już tutaj kilka razy i wiem jak mniej więcej wygląda jego przebieg.

Po jakimś czasie dostrzegam w oddali tablicę informacyjną, znajdującą się pod Starościńskimi Skałami. Powiem szczerze, że gdyby nie ona nie wiem, czy skręciłbym pod górę w odpowiednim momencie. Kieruję się więc na tą tablicę i docieram pod Starościńskie Skały.

Starościńskie Skały (1)

Tak jak już wspomniałem na początku lubię to miejsce, ze względu na labirynt skalny. Aby do niego dotrzeć należy obejść Starościńskie Skały od lewej strony, gdzie znajduję się najłagodniejsze wejście na górę skał (najłagodniejsze to nie znaczy proste). Najlepiej za pierwszym razem iść z kimś, kto zna przebieg tej drogi.

Na jednej ze skał widać ślady po napisie: „MARIANNENFELS”, który znaczy Skała Marianny (Skała Marii). Napis został wykonany na cześć żony brata króla Prus, który przez jakiś czas był właścicielem tych terenów. Oprócz napisu kiedyś znajdował się na Starościńskich Skałach żeliwny lew, jednak został strącony i uległ zniszczeniu. Podobno został przeniesiony nad Jezioro Złotnickie na Pogórzy Izerskim. Były starania, aby powrócił na swoje pierwotne miejsce. Podobno nawet zakończyły się sukcesem, ale jak do tej pory lew stoi tam, gdzie go przeniesiono.

”MARIANNENFELS”

Labirynt skalny Starościńskich Skał to również wiele skałek o fantazyjnych kształtach. Mi osobiście zapadła w pamięć Skalna Iglica widoczna na poniższym zdjęciu. Jestem obecnie po kursie wspinaczki i kto wie, jeżeli na Iglicę będzie jakaś droga wspinaczkowa w moim zasięgu, to może będę miał na swoim koncie jej wierzchołek ;).

Iglica Skalna na Starościńskich Skałach

Na podsumowanie Starościńskich Skał warto dodać, że na jedną ze skałek wiodą wykute kamienne schody oraz metalowe poręcze. Wiodą one dokładnie na szczyt Lwiej Góry (718 m n. p. m.), skąd rozpościera się przepiękna panorama na okoliczne pasma górskie.

Widoki z Lwiej Góry (718 m n. p. m.)

Widoki z Lwiej Góry (718 m n. p. m.) (2)

Widoki z Lwiej Góry (718 m n. p. m.) (3)

Widoki z Lwiej Góry (718 m n. p. m.) (4)

Ze Starościńskich Skał idę dalej kawałek niebieskim szlakiem i później odbijam w lewo na asfalcie. Do niego dochodzi potem żółta droga rowerowa. Tak docieram do Rozdroża pod Jańską Górą. Dalej kieruję się początkowo zielonym szlakiem w prawo, a następnie żółtym do Janowic Wielkich.

Należy wspomnieć, że zacząłem teraz iść bardzo szybko, ponieważ postanowiłem zdążyć na wcześniejszy pociąg. I tak z tempa spacerowego przeszedłem na szybsze tempo. Powiem uczciwie, że to czysta głupota. O tym, dlaczego tak jest, za momencik.

Zmieniając na chwilę temat, Rudawski Park Krajobrazowy, przez który wędruję na tym spacerze to bogactwo fauny. Bardzo ciekawą atrakcją są duże kopczyki, będące mrowiskami. Warto wybrać się na spacer, żeby je zobaczyć.

Mrowisko w Rudawskim Parku Krajobrazowym

Gdzieś dalej dochodzę do odcinka, gdzie szlak przebiega wzdłuż rzeki/strumienia. I tutaj właśnie należy wrócić do tego, że wcześniej mój upadek był ostrzeżeniem oraz to, że szybkie tempo poruszania się było głupotą.

Owszem odcinek z rzeką pokonuje wolnej niż odcinki asfaltowe, to jednak chyba usypia u mnie czujność. W pewnym monecie znajduję się na płacie lodu i kolejny raz dokonuję poślizgnięcia. Kolejny raz spadam na prawe przedramię, jednak tym razem jest już bolesny upadek. Ręka boli bardziej niż poprzednio. Wstaję i sprawdzam jej stan. Nie widzę żadnego złamania, jednak przedramię boli. Cóż zrobić. Zastanawiam się, czy jakbym miał raczki na nogach (miałem w plecaku) to czy poślizgnąłbym się w tym miejscu. Pewnie nie, ale.. Odcinek ten moim zdaniem również nie był dobrym rozwiązaniem dla raczków. Przeskakiwanie z kamienia na kamień w raczkach oznaczałoby potwornie szybkie tępienie zębów w nich. Jednak ten upadek to dodatkowa lekcja dla mnie z bezpieczeństwa w górach. A jak wiadomo BEZPIECZEŃSTWO JEST NAJWAŻNIEJSZE.

Dalej na szczęście nie ma już oblodzonych odcinków, więc mogę bezpiecznie wędrować do celu. Docieram do Janowic Wielkich na pociąg i wracam do domu.

W domu okazuję się, że mój termos podczas drugiego upadku doznał wgniecenia do wewnątrz, ale o dziwo nie pękł od środka i dalej posiada odpowiednie właściwości termiczne. Nie powiem, z jednej strony szkoda termosu, bo nie wygląda zbyt estetycznie z tym wgnieceniem, lecz z drugiej należy pochwalić producenta, że mimo takiego defektu termos zachowuje swoje właściwości i jest o ironio dość pancerny ;).

Podsumowując. Ręka troszkę boli przy poruszaniu, jednak nie ma złamania a siniaki. Jest z nią dobrze, skoro mogę napisać tą relację, a za niedługo idę na ściankę wspinaczkową ;). Termosu na razie nie wymieniam. Zobaczymy jak dalej będzie się sprawował. I  najważniejsza rzecz na koniec: Chyba 13-stego każdego miesiąca nie należy chodzić w góry. Nie, żebym był przesądny, ale coś chyba w tym jest, że ta 13-stka jest pechowa.

 

Reklamy