(Sobótka ”Strzelców” – Prz. Pod Wieżycą – Wieżyca – Ślęża – Rozdroże pod Stolną – Sobótka) – 16.02.2017 r.

Na 16.02.2017 r. (czwartek) miałem bardzo fajny plan. Pojechałem wcześnie rano do Wrocławia pociągiem, aby później przesiąść się tam na autobus do Sobótki. Na ten moment to najbardziej logiczny sposób dostania się publicznym transportem w Masyw Ślęży. Kto wie, może coś się w przyszłości zmieni?

We Wrocławiu dołączyła do mnie koleżanka, która bardzo chciała udać się na szczyt Wieżyca (415 m n. p. m.), ponieważ podobno ktoś zakopał w jej okolicach kredki :). Także tym razem oprócz zwykłego krajoznawczego chodzenia po górach zrobiła się nam wycieczka krajoznawczo – poszukiwawcza. To fajnie zrobić sobie od czasu do czasu taką odmianę :).

I tak, w dwie osoby pojechaliśmy autobusem do Sobótki, skąd wyruszyliśmy za żółtymi znakami szlaku pieszego w kierunku Przełęczy pod Wieżycą (280 m n. p. m.). Już od początku wycieczki pojawiało się miejscami oblodzenie na szlaku. Staraliśmy się iść bokiem po nieoblodzonej części. W razie czego w pogotowiu mieliśmy kijki :). Minęliśmy park linowy i dotarliśmy do Domu Turysty „Pod Wieżycą” im. B. Z. Stęczyńskiego zlokalizowanego na Przełęczy pod Wieżycą. Tutaj wzięliśmy pamiątkowe pieczątki i zrobiliśmy sobie króciutką przerwę.

Dom Turysty ''Pod Wieżycą'' im . B.Z. Stęczyńskiego

Dom Turysty ”Pod Wieżycą” im . B.Z. Stęczyńskiego

Po odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Czekało nas teraz niezbyt długie podejście na Wieżycę (415 m n. p. m.). Na początku nie było zbyt trudno, szliśmy dość sprawnie. Jednak później zaczyna się strome podejście o długości 650 m i różnicy terenu 135 metrów. Dodatkowo ten odcinek był bardzo oblodzony i musieliśmy bardzo ostrożnie i powoli iść, często bokiem, aby w miarę bezpiecznie go pokonać.

W końcu udaje nam się to i docieramy na Wieżycę (415 m n. p. m.). Koleżanka sięga po dalsze wskazówki dot. zakopanych kredek. Okazuje się, że musimy iść troszeczkę dalej, do krzyża ustawionego po lewej stronie szlaku ok. 70 m. od Wieżycy.

Docieramy do niego i wiemy, że jesteśmy już blisko rozwiązania zagadki. Od krzyża schodzimy odrobinkę w dół i kopiemy w odpowiednim miejscu. Widać, że chyba coś jest na rzeczy, bo widać woreczek, który nie jest pusty. Wyciągamy go i zanosimy zdobycz powrotem na Wieżyce, aby na kamiennym stoliku rozpieczętować znalezisko.

Krzyż między Wieżycą (415 m n. p. m.) a Pz. Dębową (380 m n. p. m.)

Krzyż między Wieżycą (415 m n. p. m.) a Pz. Dębową (380 m n. p. m.)

Jest ono bardzo grubo zapakowane. Wiele warstw taśmy i foli wydłuża czas otwarcia, ale „gra jest warta świeczki”. W końcu udaje się zdjąć wszystkie opakowania i naszym oczom ukazują się kredki :). Czyli jednak historia okazała się prawdziwa i faktycznie ktoś zakopał tutaj kredki, a my je znaleźliśmy. Szczególnie moja koleżanka jest uradowana, że historia okazała się prawdą i teraz trzyma znaleziony skarb w rękach.

Można powiedzieć, że cel wycieczki został już osiągnięty. Jednak mamy przed sobą jeszcze dużo czasu, więc podejmujemy decyzję o dalszej wędrówce, czyli na Ślężę (718 m n. p. m.). Czeka nas dłuższa droga, ale pogoda jest na tyle dobra, że warto iść zobaczyć piękne widoki ze szczytu. Jednak gorzej z oblodzeniem szlaku. Znowu trzeba iść bokami, jednak robimy to na tyle umiejętnie, że nie jest zbyt niebezpiecznie.

Po pewnym czasie dochodzimy do miejsca gdzie znajdują się starożytne rzeźby kultowe: Panna z Rybą oraz Niedźwiedź. 2 lata temu była tu jeszcze okrągła tablica z napisem „45 minut do szczytu”, jednak dzisiaj nie ma po niej już śladu.

Panna z rybą oraz niedźwiedź - starożytne rzeźby kultowe

Panna z rybą oraz niedźwiedź – starożytne rzeźby kultowe

Robimy zdjęcia i ruszamy dalej. Dochodzimy do ostatniego odcinka przed szczytem. Z doświadczenia wiem, że bywa on najbardziej oblodzony od tej strony szlaku na Ślężę. Tutaj już korzystamy z kijków i jakoś go pokonujemy. Docieramy na szczyt Ślęży (718 m n. p. m.). Jest to moje drugie wejście na ten szczyt, zaś mojej koleżanki pierwsze. Uśmiechy pojawiają nam się na twarzach. Jest radość :).

Dom Turysty ''Na Ślęży'' im. R.Zmorskiego

Dom Turysty ”Na Ślęży” im. R.Zmorskiego

Krzyż milenijny - 15 m

Krzyż milenijny – 15 m

Niedźwiedź - starożytna rzeźba kultu

Niedźwiedź – starożytna rzeźba kultu

Ostatnim razem jakoś umknęła mi wieża widokowa na szczycie. Jednak tym razem wiedziałem już gdzie się znajduję i ruszyliśmy zobaczyć, jakie dzisiaj będą widoki. Na drogowskazie z napisem „do wieży widokowej” była śmieszna figurka zajączka, którą wrzucam poniżej :).

Zajączek na tablicy ''wieża widokowa''

Zajączek na tablicy ”wieża widokowa”

Wieża widokowa na Ślęży

Wieża widokowa na Ślęży

Wieża widokowa na Ślęży nie należy do typów wież „łatwych technicznie”. Trzeba pokonać kilka drabin, a dodatkowo wejścia na każde z pięter są wąskie, co może sprawić, że nie każdy się przeciśnie, a szczególnie z plecakiem na plecach. Mój plecak jest duży i osobiście sprawdziłem, że przeciśnięcie się przez otwory wieży nie należy do łatwych czynności, a dodatkowo nie można puścić drabinki. Także przed wejściem na wieże widokową zalecam dwa razy się zastanowić, szczególnie, że potem trzeba z niej zejść. Osoby z lękiem wysokości mogą mieć problemy z tą wieżą. Dlatego niech każdy robi to na swoją odpowiedzialność.

Moje zdjęcia nie oddają widoków, które można było zobaczyć tego dnia z wieży widokowej. Jeżeli dobrze się przyjrzeć, to to na ostatnim planie, w kolorze ciemnoniebieskim widać kontury po lewej: Chełmca (851 m n. p. m.), w środku Śnieżka (1603 m n. p. m.) – 70 km w linii prostej od Ślęży, po prawej Trójgarb. Zgadza się, tego dnia było widać Śnieżkę, a nawet kawałek Grzbietu Czarnego Karkonoszy z Sowią Przełęczą (1163 m n. p. m.).

Widok z wieży widokowej na Chełmiec, Śnieżkę i Trójgarb

Widok z wieży widokowej na Chełmiec, Śnieżkę i Trójgarb

Widok z wieży widokowej na Kościół filialny pw. Nawiedzenia NMP na Ślęży

Widok z wieży widokowej na Kościół filialny pw. Nawiedzenia NMP na Ślęży

Autor na wieży widokowej na Ślęży (718 m n. p. m.). W tle maszt anteny nadawczej

Autor na wieży widokowej na Ślęży (718 m n. p. m.). W tle maszt anteny nadawczej

Zatrzymujemy się na odpoczynek w Domu Turysty „Na Ślęży”. Co prawda możemy korzystać z własnego prowiantu i napojów, natomiast gdy koleżanka chce skorzystać z toalety to otrzymuje odpowiedź, cytując: „toaleta jest tylko dla gości obiektu”. Tzn. jak nic nie kupisz, to nie możesz skorzystać. Gdy koleżanka prosi, że zapłaci, aby móc skorzystać tylko z toalety, to niestety nie może, musi coś kupić. A że koleżanka musi skorzystać to dokonuję zakupu. Ja wiem, że obiekt nie ma statusu schroniska PTTK, a tylko Domu Turysty, to jednak uważam, że obiekty, które podlegają PTTK (w tym wypadku Oddziałowi Wrocławskiemu) powinni przychylniej traktować wszystkich turystów, a nie tylko tych co coś u nich kupią. I oczywiście rozumiem, że koszty i różne opłaty, które musi dokonać obiekt, aby móc istnieć są bardzo wysokie. Jednak aby nazbierać na to pieniądze muszą być turyści. A turyści nie będą przychodzić, jak będą tak traktowani.

Po skończonym odpoczynku i przymusowym dłuższym postoju w obiekcie (koleżanka musiała skończyć zakupioną herbatę) decydujemy się schodzić drogą podejścia. Jednak ze względu na trudne warunki na podejściu na Wieżycę, podejmujemy decyzję, że jeszcze przez Wieżycą skręcimy za czerwonymi znakami i tak zejdziemy do Sobótki. Jak się później okazuję jest to dobra decyzja. Zejście choć dalej oblodzone, to jest o wiele łatwiejsze, niż by to było z Wieżycy. Udaje nam się tak „wycyrklować” czas, że w Sobótce mamy chwilkę czasu na zwiedzanie. Po drodze, na terenie Liceum w Sobótce widzimy kolejną rzeźbę kultu, tym razem z niemieckim napisem.

Rzeźba lwa z niemieckim napisem przy LO w Sobótce

Rzeźba lwa z niemieckim napisem przy LO w Sobótce

Wchodzimy również do kościoła pw. Św. Anny Samotrzeciej. I choć głębsze wejście umożliwiają nam kraty, to możemy dostrzec ołtarz i kilka figur z wizerunkiem Świętych np. Św. Jadwigę Śląską:

Figura przedstawiająca Św. Jadwigę Śląską w kościele pw. Św. Anny Samotrzeciej

Figura przedstawiająca Św. Jadwigę Śląską w kościele pw. Św. Anny Samotrzeciej

W pobliżu kościoła jest takie miejsce gdzie umiejscowione są różne skały z okolic Sobótki. Są tam gabra, magnezyty, serpentynity itd., a nawet krzyż pokutny.

Magnezyt

Magnezyt

Krzyż Pokutny w Sobótce (niedaleko dworca PKS)

Krzyż Pokutny w Sobótce (niedaleko dworca PKS)

Przy kościele są jeszcze dwie rzeźby kultu. Podobno datowane na IX – XII wiek. Jest to lew oraz „grzyb”.

Granitowy lew romański z IX - XII w. przy kosciele pw. Św. Anny Samotrzeciej

Granitowy lew romański z IX – XII w. przy kościele pw. Św. Anny Samotrzeciej

''Grzyb'' - przy kościele pw. Św. Anny Samotrzeciej

”Grzyb” – przy kościele pw. Św. Anny Samotrzeciej

Dzięki zwiedzaniu udało nam się „zbić” trochę czasu do przyjazdu autobusu. Przyjeżdża on kilka minut wcześniej niż powinien :). Wracamy do Wrocławia i tam się z koleżanką rozstajemy. Być może w przyszłości jeszcze razem gdzieś się wybierzemy, kto wie ;). Koleżanka zostaje we Wrocławiu, ja wracam do swojej J.G. Przede mną 2 dni odpoczynku i kolejny wyjazd w góry. No cóż, mam ferie i muszę je wykorzystać jak najlepiej, bo wiem, że później będzie mniej czasu na takie wypady. Do usłyszenia niedługo :).

Ps. Koleżanka, która towarzyszyła mi na tej wyprawie również prowadzi bloga i pod linkiem poniżej do przeczytania relacja z tej samej wyprawy, ale z perspektywy koleżanki:

http://ngc385.blogspot.com/2017/02/wyprawa-po-skarb.html