„Śnieżka Winter Expedition 2016 / 2017” – 29.12.2016 r.

„O tym jak zdobyłem Śnieżkę (1603 m n. p. m.) zimą, samotnie” !!!

Śnieżka (1603 m n. . m.) zimą? Hmm…, ktoś by pomyślał, że to szalony pomysł. Moim zdaniem –  niekoniecznie. Pomysł na taką wyprawę narodził mi się ok. 2 lata temu, gdy w sierpniu 2014 r. wszedłem na Śnieżkę (1603 m n. p. m.) latem. Pomyślałem sobie, że w sumie dlaczego nie? Przecież wiele osób co roku dokonuję takiego wejścia, to dlaczego mi by miało się nie udać? Ale dlaczego na takie wejście czekałem aż 2 lata? Wtedy można powiedzieć, że nie dysponowałem odpowiednim doświadczeniem górskim, odzieżą i ekwipunkiem, który zdecydowanie by mi to ułatwił. Problemem była też pogoda. Ostatnie zimy na Śnieżce (1603 m n. p. m.) analizowałem pod kątem warunków śniegowych, temperatury powietrza, prędkości wiatru itp. Zawsze jeśli wiatr był słaby to temperatury były za niskie, ale też gdy warunki na wejście były dobre, to już nie było śniegu i takie wejście trudno uznać za zimowe. Takie obserwacje zdecydowanie pomogły mi w późniejszym oszacowaniu swoich szans na udane wejście zimowe w 2016 r..

W 2016 r. trochę poinwestowałem swoje środki finansowe w odzież i ekwipunek pod kątem zimowego wejścia pod Śnieżkę (1603 m n. p. m.). Dysponując już optymalnym doświadczeniem górskim, nabytym w ostatnim czasie podczas licznych wypraw górskich byłem gotowy na podjęcie próby zimowego wejścia na „królową Sudetów”. Teraz byłem już pewny, że udane zimowe wejście może mi pokrzyżować jedynie pogoda. I faktycznie kilka dni przed planowaną wyprawą zaczął wiać w Polsce huraganowy wiatr nazwany orkanem „Barbara”. W takim przypadku nie było mowy o wyjściu w góry. Dlatego też postanowiłem poczekać kilka dni na osłabnięcie prędkości wiatru i poprawę warunków. I faktycznie podjąłem dobrą decyzję, ponieważ kilka dni później planowana prędkość wiatru w porywach miała nie przekraczać 10 km / h. Uznałem to za dobrą wróżbę i swoją szanse na dokonanie zimowego wejścia.

Ruszyłem 29 grudnia z samego rana od przystanku PKS „Wang” w Karpaczu. Godzina na zegarku 06:50. Na zewnątrz jeszcze ciemno i przy wejściu do Karkonoskiego Parku Narodowego musiałem włączyć swoją nową latarkę (czołówkę). Używałem jej ok. 20 minut. Co najważniejsze działała bez zarzutów i pierwsza inwestycja sprzętowa należała do udanych.

Co do ubioru, to powiem, że miałem na sobie bieliznę termoaktywną (góra i dół), do tego druga koszula oddychająca, polar i kurtka przeciwdeszczowa, oddychająca. Na dole oprócz bielizny termo aktywnej cienkie spodnie i na nie drugie polarowe. Fakt, było miejscami może trochę za gorąco i czułem się jak „termos”, natomiast lepiej ubrać się tak aniżeli za cienko i poważnie zmarznąć. Oczywiście do mojego ubioru należy dodać czapkę z polarem wewnątrz, apaszkę z polarem oraz rękawiczki. Co do rękawiczek powinno ubrać się takie, aby z jednej strony nie zapocić się, ale też żeby nie zmarznąć. Mi wystarczyła podczas całej wyprawy jedna para rękawiczek, w której za bardzo nie zmarzłem, ale też się nie zapociłem. Owszem rękawiczki były niezbyt tanie, ale za to skuteczne – zrobione z Polartecu Power Strechta Pro. Jest to zaawansowany technicznie materiał dla osób uprawiających aktywności np. turystyka górska. Do mojego ubioru dodać jeszcze musze buty – typowe górskie, na GTX, z tym że ubrałem tym razem 1 skarpetkę cienką i na to 1 grubą, zamiast 1 grubej.

Autor po wejściu na teren KPN przy Świątyni Wang

Autor po wejściu na teren KPN przy Świątyni Wang

Śnieżka i Dom Śląski - widok ze szlaku na Polane

Śnieżka i Dom Śląski – widok ze szlaku na Polane

Wracając do mojej wyprawy, to z „Wangu” szedłem na Polanę, dalej cały czas tzw. drogą gospodarczą, używaną zimą gdy odcinek szlaku niebieskiego jest zamykany ze względu na zagrożenie lawinowe. W ten sposób dotarłem do schroniska PTTK „Strzecha Akademicka”. Tutaj zrobiłem sobie drugi przystanek (pierwszy zrobiłem na Polanie). Ogólnie postawiłem na 3 sumienne przystanki podczas podchodzenia na Śnieżkę (1603 m n. p. m.), skrupulatnie uzupełniając płyny i energię, aby niepotrzebnie nie szarżować swojego organizmu. Myślę, że to wynika z powagi takiego przedsięwzięcia jakim jest Śnieżka (1603 m n. p. m.) zimą oraz pokory do przecież niebezpiecznych gór.

Przy schronisku odsłoniły się piękne widoki na okolice, których nie sposób opisać słowami. To się nazywa właśnie „piękno gór”.

Widok spod Strzechy Akademickiej

Widok spod Strzechy Akademickiej

Po odpoczynku ruszyłem dalej kierując się na Spaloną Strażnicę. Tutaj musiałem ubrać okulary przeciwsłoneczne, co zimą jest absolutnie ważne i nie należy tego bagatelizować.

Spalona Strażnica

Spalona Strażnica

W ten sposób znalazłem się już na grani Karkonoszy. Jestem tutaj sam i z każdym kolejnym krokiem coraz wyraźniej zbliżam się do Domu Śląskiego, gdzie zrobię ostatni odpoczynek przed ostatnim odcinkiem na Śnieżkę (1603 m n. p. m.).

Idąc tak w pewnym momencie się wystraszyłem, a to dlatego że po moim torze, tuż za mną pojawił się biegacz :). Oczywiście przepuściłem go idąc dalej własnym tempem. Co ciekawe, gdy skończyłem odpoczywać w Domu Śląskim i ruszyłem w kierunku Śnieżki (1603 m n. p. m.) zobaczyłem tego samego biegacza, który właśnie zbiegł z najwyższego szczytu Karkonoszy. Ach, zazdroszczę mu kondycji :).

Śnieżka - Widok z niebieskiego szlaku do Domu Śląskiego

Śnieżka – Widok z niebieskiego szlaku do Domu Śląskiego

W Domu Śląskim zbytnio się nie spieszyłem. Skrupulatnie uzupełniałem płyny i energię przed ostatnim odcinkiem na szczyt Śnieżki (1603 m n. p. m.). Czas wejścia na szczyt był dla mnie niezbyt ważny, a wyniósł dokładnie 4 h 3 min., jak już wcześniej wspomniałem przez 3 sumienne odpoczynki.

I w końcu ruszyłem na decydujący odcinek wejścia na szczyt. Przyznam, że było trochę lodu na trasie i w kilku miejscach musiałem wspomóc się rozwieszonymi obok łańcuchami. Jednak w większej części do pokonania tego odcinka wystarczyły mi kijki. Mając je poruszałem się dość sprawnie. Jednak ze smutkiem muszę przyznać, że niektórzy turyści nie mają nawet dobrego obuwia na taką wyprawę i przez to dość często upadają nawet trzymając się łańcuchów. Nie mi to oceniać, ja też na początku swojej przygody z górami nie używałem odpowiedniego obuwa.

Dom Śląski i turyści podchodzący na ''zakosy''

Dom Śląski i turyści podchodzący na ”zakosy”

Równia pod Śnieżką - widok z ''zakosów''

Równia pod Śnieżką – widok z ”zakosów”

Pamiątkowy krzyż i tablica poświęcone ratownikom HZS

Pamiątkowy krzyż i tablica poświęcone ratownikom HZS

Ostanie metry ''zakosów'' na Śnieżkę (1603 m n. p. m.)

Ostanie metry ”zakosów” na Śnieżkę (1603 m n. p. m.)

I tak, o godz. 11:03 spełnia się moje 2 – letnie marzenie i staję zimą na najwyższym szczycie całych Sudetów – Śnieżki (1603 m n. p. m.). Jak się okazuję „jeżeli wierzy się w to co się robi i dąży się do tego to nie ma rzeczy nie możliwych” !!! Co czuję będąc w tym momencie na szczycie? Przede wszystkim szczęście i radość, że spełniłem swoje marzenie. Widoki również zapierają mi dech w piersiach.

Kaplica Św. Wawrzyńca - na Śnieżce (1603 m n. p. m.)

Kaplica Św. Wawrzyńca – na Śnieżce (1603 m n. p. m.)

Autor na Śnieżce (1603 m n. p. m.) zimą

Autor na Śnieżce (1603 m n. p. m.) zimą

Budynek czeskiej poczty na Śnieżce (1603 m n. p. m.)

Budynek czeskiej poczty na Śnieżce (1603 m n. p. m.)

Widoki ze Śnieżki (1603 m n. p. m.)

Widoki ze Śnieżki (1603 m n. p. m.)

Na szczycie spędzam ok. 45 min. do 1 h czasu. Przy powrocie tą samą drogą „zakosami” zakładam na buty raczki. Chce sprawdzić ile tak naprawdę są warte na górskich szlakach. Okazuję się, że są bezcenne. Dzięki nim mogę prawie że zbiegać w dół ze szlaku, który miejscami jest naprawdę stromo nachylony. Nie wyobrażam sobie, aby schodzić tędy nie mając nawet obuwia górskiego. A tak mając kijki i raczki jestem 100 % pewny o swoje zdrowie i bezpieczeństwo. Podczas zejścia spotykam jednego z moich kolegów, który również tego samego dnia postanowił zdobyć Śnieżkę (1603 m n. p. m.) zimą. Nieskromnie powiem, że to dzięki moim namowom zdecydował się na taki krok. I myślę, że tego nie żałuję 🙂 . Jeśli czyta te słowa, to Serdecznie go pozdrawiam :).

Będąc już pod koniec „zakosów” widzę godną podziwu sytuację. Otóż idą w przeciwną stronę, czyli w kierunku Śnieżki: pan, ok. 6 – letnie dziecko i pani (zapewne pan i pani to rodzice tego dziecka). I ktoś by powiedział że zabieranie 6 – latka na taką górę zimą jest bardzo nieodpowiedzialne z ich strony, to ja powiem, że mają ode mnie słowo wsparcia. Dlaczego?

Wszyscy z tej trójki są wyposażeni w czekany i raki, a dziecko dodatkowo ma na głowie kask. Po drugie dziecko jest asekurowane przez swojego tatę na linie, więc ryzyko stania się czegoś złego temu dziecko jest bardzo ograniczone. Moim zdaniem jest to przykład że turystykę górską można uprawiać już będąc małym dzieciakiem i robić to bezpiecznie. Naprawdę wielki szacunek ode mnie dla tych osób.

Rozsądni rodzice podchodzący ''zakosami'' na Śnieżkę (1603 m n. p. m.)

Rozsądni rodzice podchodzący ”zakosami” na Śnieżkę (1603 m n. p. m.)

Po pokonaniu „zakosów” ściągam z butów raczki i sprawdzam jak przetrwały kontakt ze skałami, których niestety nie udało się w niektórych miejscach uniknąć. Widzę na ostrzach ząbków, że trochę zdarłem ochronną farbę proszkową, ale to zrozumiałe. Chowam raczki znów do plecaka i  schodzę dalej używając kijków (w mojej ocenie to wystarcza, jak posiada się odpowiednie doświadczenie górskie).

Moje zejście do Karpacza odbywa się bez problemów z wyjątkiem jednej sytuacji. Przy schronisku „Strzecha Akademicka” jest duża warstwa lodu. Nierozsądnie wchodzę na kawałek tego „lodowiska” żeby dostrzec coś na drogowskazie. I przez to poślizgnąłem się tak, że zjechałem po lodzie ok. 3 metrów. Na szczęście po chwili się poślizguję. Jaki z tego morał? Omijać lód na szlakach jak tylko można, gdy nie mamy na nogach raczków, raków itp. „zabawek”.

Na szczęście nic mi się nie stało i spokojnie docieram do Karpacza, gdzie autobusem wracam do domu. Cel wyprawy uważam za osiągnięty w pełni i myślę, że w przyszłym – 2017 r. również nie powinienem próżnować w górach, czego sobie i Państwu życzę 🙂 .