„Babia Góra North Side Expedition 2016” – 13 – 14.07.2016 r. (środa – czwartek)

„O tym jak zdobyłem Babią Górę (1725 m n. p. m.)” !!!

Tak jak już wspominałem w poprzedniej zapowiedzi chciałbym tego lata zrealizować 3 duże wyprawy. Są to Babia Góra North Side Expedition 2016, Příčný vrch & Smrk oraz Sudety East Expedition 2016. W dniach 13 – 14.07.2016 r. wybrałem się na pierwszą z nich, czyli Babia Góra North Side Expedition 2016. Celem tej wyprawy było wejście na najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego jak i całych Beskidów Zachodnich, czyli Babią Górę (1725 m n. p. m.). Zaznaczyć trzeba również, że wejście planowałem tylko i wyłącznie „Percią Akademików”, czyli od strony północnej, szlakiem znakowanym na żółto ze sztucznymi ułatwieniami w postaci łańcuchów i klamer. O tym jak przebiegała cała moja wyprawa i czy udało mi się zrealizować jej cel w pełni można przeczytać poniżej. Zapraszam gorąco do lektury.

Dzień 1. (13.07.2016 r.) – środa

Aby zdobyć jakąkolwiek górę, trzeba udać się najpierw w jej pobliże. Jedną z najpopularniejszych baz wypadowych na Babią Górę (1725 m n. p. m.) jest położona u jej podnóża wieś o nazwie Zawoja. Jest to jedna z najdłuższych wsi w Polsce licząca ok. 18 km długości. Jako, że mieszkam w zupełnie innym miejscu, niż ta wieś, czekała mnie długa podróż, aby się tam znaleźć. Najpierw trwająca 6 h 8 minut podróż pociągiem na odcinku Jelenia Góra – Kraków Główny, zaś potem przesiadka na busa do właśnie Zawoi. Jest to najlogiczniejszy wariant dojazdu z J.G. do Zawoi korzystając z tylko i wyłącznie z transportu komunikacji publicznej.

Pociągiem odjechałem przed godziną 8 rano. Tym razem ze względu na dodatkowy niezbędny ekwipunek miałem ze sobą większy, a co za tym idzie cięższy plecak. Tuż po godzinie 14 znalazłem się na dworcu kolejowym w Krakowie i od razu rzucił mi się w oko położony obok dworzec autobusowy i kasa biletowa. Od razu nabyłem odpowiedni bilet do Zawoi Podryżowane na godz. 15:00 a następnie udałem się na górną część tego dworca. Należy nadmienić, że Kraków posiada 2 poziomowy dworzec autobusowy. No cóż, duże miasto, ważny węzeł komunikacyjny, to nie ma się co dziwić. Dość szybko zlokalizowałem moje stanowisko odjazdowe. Sprawdziłem znajdujący się tam rozkład jazdy. I pozostało mi tylko czekać na busa do Zawoi. Kilka minut przed planowanym odjazdem podjechał bus jednej z głównych firm przewozowych jeżdżących na tej trasie. Jest nią Merc – Bus. I przyznam szczerze, że pomimo małego bagażnika w tym busie udaje nam się zapakować wszystkie większe bagaże, a usługi przewozowe świadczone przez tą firmę są naprawdę na wysokim poziomie. Kierowcy są również super i podchodzą do pasażerów z dużym zrozumieniem. Potrafią zatrzymywać się na przystankach, których nie mają w zaplanowanym rozkładzie jazdy, czekają na swoich pasażerów, gdy ci biegną spóźnieni na przystanek, czy też to czego byłem świadkiem potrafią zatrzymać się gdzieś na poboczu, aby „zgarnąć” swojego pasażera z ulicy (taki bus – autostop).

Podróż z Krakowa do Zawoi trwa nieco ponad 2 h. Zapamiętam z niej oprócz super świadczonych usług przewozowych 2 inne rzeczy. Po pierwsze super odcinek obwodnicy Krakowa (chyba droga krajowa nr 28), po wyjeździe z tego miasta. A to dlatego, że fajnie prezentuję się długi odcinek asfaltu a w drugą stronę super wygląda widok na zabudowania Krakowa. A po drugie, przejeżdżając przez Suchą Beskidzką wsiadło dwóch nastolatków. Oczywiście jak to nastolatkowie zapatrzeni są w ekrany swoich smartfonów, co nie jest żadną szczególną sensacją. Ale co więc było u nich ciekawego? Otóż grali oni w robiącą w ostatnim czasie światowa furorę grę o nazwie Pokemon Go. Tak, nastolatkowie chodzą ze swoimi telefonami i szukają Pokemonów. Cóż sensacją jest dla mnie, że całkiem niezamierzenie spotkałem takie osoby na drodze mojej podróży. Ot ci cała sensacja 🙂 .

Po godzinie 17 melduję się na przystanku autobusowym Zawoja Podryżowane. Patrze na drogowskazy z czasami przejść szlaków turystycznych i wg nich mam 2 h 15 minut do Schroniska PTTK „Markowe Szczawiny”, w których to zamierzałem przenocować przed atakiem szczytowym na Babią Górę (1725 m n. p. m.). Oczywiście Królowa Beskidów, jak jest nazywana ta góra przywitała mnie schowana za chmurami. Mówią o niej, że jest bardzo kapryśna i bardzo szybko zmienia się na niej pogoda. Inni też dodają, że jest to miejsce straszne i nawiedzone, owiane złą sławą itd. Z doświadczenia zdobytego właśnie na tej wyprawie mogę od siebie powiedzieć tylko tyle, że te wszystkie określenia używane dla Babiej Góry to 100 % prawda. Proszę mi wierzyć na słowo, że każdy kto tam przejeżdża czuję się jakoś nieswojo i niezbyt pewnie. Widocznie nie bez powodu inna nazwa Babiej Góry to Diablak.

Babia Góra 1725 m n. p. m. - widok ze szlaku czarnego Zawoja Podryżowane - Sulowa Cyrhla

Babia Góra 1725 m n. p. m. – widok ze szlaku czarnego Zawoja Podryżowane – Sulowa Cyrhla

Idę dalej. Zaczynam na wysokości ponad 600 m n. p. m. Idzie mi się ciężko. Nie tylko dlatego, że mam cięższy niż zwykle plecak, ale też jest bardzo duszno. Na szczęście w najbliższych godzinach mojej wędrówki nie zanosi się na burzę. Po pewnym czasie dochodzę do miejsca, gdzie dochodzi do mnie szlak niebieski z Zawoi Markowej. Babia Góra (1725 m n. p. m.) dalej zasłonięta przez chmury. Ok. godz. 18:46, czyli 1 h 46 minutach, niż widniejących na drogowskazie 2 h 15 minutach docieram do Schroniska PTTK „Markowe Szczawiny”. Jestem na wysokości 1180 – 1200 m n. p. m. Jeżeli mam jutro atakować Babią Górę (1725 m n. p. m.) to nocleg na tej wysokości powinien mi pomóc lepiej zaaklimatyzować się do panujących wyżej warunków. Zresztą to moja zaplanowana taktyka na tą wyprawę.

Rozglądam się po okolicy, co gdzie jest i gdzie będzie zaczynać się moja jutrzejsza wędrówka. Oprócz schroniska znajduję się tam również Muzeum Turystyki, czy też również Stacja GOPR. Przysiadam przy stoliku na zewnątrz schroniska, jem kolacje, rozmawiam z innymi turystami. Później pakuję plecak i wchodzę do środka schroniska. Podchodzę do recepcji, przybijam pamiątkową pieczątkę i pytam o możliwość 1 noclegu w schronisku oraz możliwości wyjścia wcześnie rano w góry (czy schronisko jest zamykane na noc itp.). Z noclegiem nie ma żadnych problemów. Zostaje zakwaterowany w pokoju wieloosobowym za fajną cenę. Jestem bardzo zadowolony z obsługi w schronisku i świadczenia tam usług. Idę do pokoju, witam się z moimi współlokatorami. Pytam o wolne łóżko. Jest tylko jedno na piętrze. No nic, kładę plecak na górę i idę wziąć upragnioną kąpiel.

Schronisko PTTK ''Markowe Szczawiny'' - 1180 m n. p. m.

Schronisko PTTK ”Markowe Szczawiny” – 1180 m n. p. m.

Po powrocie zdradzam moim współlokatorom moje plany na jutrzejszy dzień. Oni sprawdzają pogodę i tutaj niestety przykra niespodzianka. Na jutro ma padać całą noc i mają być gwałtowne burze, aż do 11 rano. To dla mnie zdecydowanie bardzo zła prognoza, ponieważ miałem zamiar wyjść jeszcze przed 5 rano na atak szczytowy, aby wrócić koło 8 rano do schroniska i potem zejść na powrotnego busa z Zawoi do Krakowa. Najgorsze jest to, że muszę zdążyć na konkretny pociąg z Krakowa do J.G., więc też nie mogą zbyt późno zejść na busy do Zawoi, abym potem się nie spóźnił na ten jedyny, ważny pociąg. Taka prognoza pogody oznacza tylko jedno, że prawdopodobnie nici z podjęcia próby ataku szczytowego na Babią Górę (1725 m n. p. m.). I co z tego, że jechałem tutaj cały dzień, targałem ciężki plecaka pod górę, jak prognozy pogody są nieubłagane i to one rozgrywają najczęściej całą sytuację. Szczególnie, że to jest Babia Góra (1725 m n. p. m.) i jej nie należy pod żadnym pozorem lekceważyć (tak samo innych gór, ale jej to już szczególnie). Należy pamiętać, że mój plan to wejście na Babią Górę (1725 m n. p. m.) „Percią Akademików”, czyli szlakiem z łańcuchami i klamrami oraz jednokierunkowym, co sprawia, że tym bardziej wychodzenie w burze jest co najmniej idiotycznym i nierozsądnym pomysłem. Gdy już się na „Perć Akademików” wejdzie to nie ma odwrotu (jednokierunkowy szlak) i jedyną legalną opcją jest wejście na szczyt Babiej Góry i zejście od tamtego miejsca  innym szlakiem. Szczególnie, że w burzę to raczej znów jest niebezpiecznym pomysłem. Tak więc „Perć Akademików” jest „szlakiem – pułapką”. Dlatego też rozważam przez moment opcję wejścia na Babią Górę innym szlakiem w przypadku złej pogody. Jednak wiem, że w burzę nie wyjdę na pewno i najwyżej odejdę stąd pokonanym, ale za to z większą pokorą do gór.

Dzień 2. (14.07.2016 r.) – czwartek

Poszedłem spać ok. godz. 20, by być wyspanym na ew. atak szczytowy na Babią Górę (1725 m. n. p. m.). Pierwsze przebudzenie następuję po godz. 22 dlatego, że wciąż pali się w pokoju światło. No cóż każdy ma prawo do palenia światła kiedy chce i ile chce. Idę spać dalej. Następne przebudzenie następuję ok. 1 w nocy.  Słychać na zewnątrz burzę oraz mocną ulewę. To oznacza, że prawdopodobnie nie ma mowy o ataku szczytowym na Babią Górę (1725 m. n. p. m.). Daję sobie raptem 10 % szans na jakiekolwiek wyjście w góry, a co dopiero na zdobycie tej góry, co raczej nie będzie możliwe. Robi mi się trochę smuto, bo wiadomo długa podróż w to miejsce, fajny cel, ciekawym szlakiem, a nawet nie będę miał możliwości podjęcia próby ataku. To mnie najbardziej przytłacza. Właśnie brak możliwości podjęcia próby. No cóż. Idę spać dalej i liczę na cud. Budzę się ok. 3 rano i burzy już nie słychać, dalej jest ciemno na zewnątrz a dodatkowo widać coś w rodzaju gęstej mgły miedzy gałęziami drzew. To również uniemożliwia mi ewentualne wyjście w górę, ponieważ wiem, że w kopule szczytowej Babiej Góry (1725 m n. p. m.) mogę pobłądzić znacznie. Szczególnie, że nigdy tam nie byłem i nie wiem dokładnie jak w praktyce przebiegają tam szlaki. Jest mi coraz bardziej smutniej, ale wiem, że nie wychodząc w takie warunki postępuję właściwie. Po raz kolejny zasypiam i budzę się planowo o 4 rano. W planach miałem wyjście ok. 04:30 – 5:00 rano. Muszę jeszcze chwilę poczekać, aż zrobi się jasno i wtedy zobaczę co dalej robić.

Wtem nadchodzi 04:30, robi się jasno i to co brałem za mgłę jest po prostu asfaltem i kamieniami przed schroniskiem. Dodatkowo nie słychać burzy i deszczu. Czyżby prognozy pogody miały się nie sprawdzić, pomimo tego że były sprawdzane na radarze w Internecie? Taki widok za oknem daję mi małą nadzieje, że być może jeszcze nie wszystko stracone i być może będę miał szanse podjąć chociaż próbę zdobycia Babiej Góry (1725 m n. p. m.). Szybko schodzę z łóżka na dół, biorę plecak. Budzę przy tym jednego ze współlokatorów. Pyta mnie tylko czy idę na Babią Górę? Odpowiadam twierdząco, dodając jeszcze, że idę na zewnątrz zobaczyć czy warunki widoczne za oknem są faktycznie dające nadzieje na powodzenie (głównie muszę zobaczyć jeszcze niebo i kolor chmur). Schodzę więc na parter, przed drzwiami wyjściowymi. Jem szybkie, skromne śniadanie. Biorę ciężki plecak na plecy i wychodzę na zewnątrz. Rozsądnie oceniam warunki atmosferyczne. Kolor nieba co prawda nie jest błękitny i nie jest ono bezchmurne, ale trochę szarawe z niewielkimi otworami na przejaśnienia.  W każdym razie warunki oceniam na nie najgorsze i co ważne za w miarę stabilne. Jednak jak wiadomo to jest Babia Góra, a warunki na niej zmieniają się co chwilę. Wiem, że mam szanse na zdobycie szczytu w tych warunkach i muszę się spieszyć, by w pełni wykorzystać to zapewne niezbyt długie a wystarczające okienko pogodowe. Dlatego też od razu idę szybkim tempem (co potem odbije się na kondycję pod kopułą szczytową Babiej Góry 1725 m n. p. m.). Proszę mi jednak wierzyć, że znam swój organizm i wiem, że byłem w stanie to wytrzymać (nie pierwszy raz robię wejście szybkim tempem na szczyt). I wiem, że słuszne było iście takim tempem. Szczególnie, że jak wcześniej wspomniałem na tym szlaku nie ma odwrotu i najlepiej pokonać go w miarę sprawnie, aby uniknąć ewentualnych kłopotów. Tak więc wychodzę ze schroniska o godzinie 05:11. 9 minut później jestem już pod tzw. „Skrętem Ratowników”, gdzie żółty szlak „Perci Akademików” odłącza się od niebieskiego i idzie już sam przez 1 h 15 minut do szczytu Babiej Góry (1725 m n. p. m.).

Skrzyżowanie szlaków ''Skręt Ratowników''

Skrzyżowanie szlaków ”Skręt Ratowników”

Dość szybko nabieram wysokości, widzę lawiny kamieni leżące na zboczach „Diablaka”. Pogoda wciąż jest stabilna, pojawiają się pierwsze widoki ze strony południowej na Beskidy (gł. Pasmo Polic). Widok naprawdę piękny i imponujący.

Widok na Beskidy z ''Perci Akademików''

Widok na Beskidy z ”Perci Akademików”

W końcu docieram do wysokości 1450 m n. p. m., a to oznacza pierwsze trudności techniczne na „Perci Akademików”, czyli skalna półka nieprzekraczająca 50 cm szerokości zabezpieczona z prawej strony łańcuchem. Robię sobie krótki odpoczynek, aby nie robić tego z pozoru trudnego momentu na zmęczeniu. Obok półki dostrzegam znany mi kwiatek, który funkcjonuję pod nazwą „Lilia Złotogłów”. Ja wiem, że w mistykę gór należy wierzyć z przymrużeniem oka, ale dla mnie ujrzenie akurat tego kwiatka przed zaczynającymi się trudnościami technicznymi na „Perci Akademików” to znak, że tak naprawdę pomimo tego, że jestem tu sam fizycznie, to mentalnie (duchowo) ktoś nade mną czuwa w tym ważnym dla mnie momencie. Tak więc mając wsparcie i dodanie mi otuchy zabieram się na pierwszy trudniejszy moment na tym szlaku.

Lilia złotogłów - na ''Perci Akademików''

Lilia złotogłów – na ”Perci Akademików”

Skalna półka o szerokości do 50 cm oraz pierwszy łańcuch - 1450 m n. p. m.)

Skalna półka o szerokości do 50 cm oraz pierwszy łańcuch – 1450 m n. p. m.)

Pomimo tego, że cały łańcuch jest śliski i mokry po nocnej ulewie oraz wąska półka skalna na pierwszy rzut oka straszna, przechodzę ten moment bezproblemowo. Idąc dalej docieram pod kolejne łańcuchy. Teraz jest troszeczkę trudniej. Trzeba patrzeć pod nogi, aby w dobrych miejscach kłaść stopy. Jednak i ten moment udaję mi się przejść. Pogoda nadal stabilna (na Babiej Górze ? ).

Kolejne łańcuchy na ''Perci Akademików''

Kolejne łańcuchy na ”Perci Akademików”

Gdy dochodzę do najtrudniejszego technicznie momentu na „Perci Akademików” wiem, że stanowczo muszę odpocząć. Ostre podejście szybkim tempem pod Babią Górę robi swoje. A teraz będzie najtrudniejszy moment na „Perci Akademików”, czyli 6 klamer umocowanych do 8 – metrowej skały zwanej „Czarnym Dziobem”. Jestem na wysokości ok. 1540 m n. p. m. Tak więc odpoczywam, coś jem, uzupełniam płyny. Patrzę też na trudności tego odcinka. Stwierdzam, że spokojnie są w moim zasięgu i oczywiście po odpoczynku postaram się jej pokonać. Oczywiście klamry i łańcuchy są mokre i śliskie. Dlatego też ostrożnie stawiam na nich stopy i upewniam się, że stoją stabilnie na klamrach. Pierwsza klamra rzeczywiście jest trudno dosięgalna stopą, jak czytałem o tym miejscu przed wyprawą. Trzeba naprawdę nogę podnieść dość wysoko, aby na niej stanąć. Gdy to mi się udaję, kolejne klamry pokonuję dość sprawnie. Po pokonaniu tego odcinka odczuwam ulgę i wiem, że teraz nic nie powinno mnie zatrzymać w drodze na szczyt Babiej Góry (1725 m n. p. m.). Pogoda dalej stabilna. Po pokonaniu tego odcinka widoki są jeszcze piękniejsze (wysokość ok. 1548 m n. p. m.).

8 - metrowa skała ''Czarny Dziób - 1540 m n. p. m. (6 klamer i łańcuchy)

8 – metrowa skała ”Czarny Dziób – 1540 m n. p. m. (6 klamer i łańcuchy)

Widok na Beskidy z ''Perci Akademików'' - wysokość ok. 1548 m n. p. m.

Widok na Beskidy z ”Perci Akademików” – wysokość ok. 1548 m n. p. m.

Skała ''Czarny Dziób'' - widok z góry

Skała ”Czarny Dziób” – widok z góry

Odcinek pomiędzy skałą Czarny Dziób, a szczytem Babiej Góry (1725 m n. p. m.) to wędrówka po ruchomych kamieniach (gołoborzu). Widać też już przybliżający się kamienny wiatrochron na szczycie Babiej. To znaczy, że jestem już coraz bliżej osiągnięcia celu. Jednak mój organizm jest coraz bardziej zmęczony tym szybkim tempem podejścia. Dodatkowo zaczyna trochę wiać wiatr ale niezbyt mocno. Robię sobie co 5 – 10 kroków przerwę na kilka oddechów i tak już do samego szczytu.

Gołoborze na stoku Babiej Góry

Gołoborze na stoku Babiej Góry

Kamienny Wiatrochron na szczycie Babiej Góry - widok z ''Perci Akademików''

Kamienny Wiatrochron na szczycie Babiej Góry – widok z ”Perci Akademików”

Pod wiatrochronem znajduję się kilka obiektów sakralnych. Są to m. in. Figurka Matki Boskiej, Tablica Pamiątkowa, Różaniec i Krzyż. To znak, że jestem na wysokości 1723 m n. p. m. i tylko 2 metry przewyższenia dzielą mnie od zdobycia Babiej Góry.

Figurka Matki Boskiej, Tablica, Różaniec i Krzyż - pod Babią Górą (1723 m n. p. m.)

Figurka Matki Boskiej, Tablica, Różaniec i Krzyż – pod Babią Górą (1723 m n. p. m.)

Mijam wiatrochron i idę na szczyt. Babia Góra (1725 m n. p. m.) wita mnie bardzo mocny wiatrem. Na moje odczucie wieje z prędkością ponad 80 km / h. To jest właśnie urok szczytów, które są odosobnione od reszty i wystają ponad wszystko dookoła. Nie sposób było się tego spodziewać, szczególnie że przy podejściu „Percią Akademików” aż tak mocno nie wiało. Obok szczytu widać jedną chmurę burzową, ale na szczęście nie przesuwa się w moją stronę, ale i tak mam się na baczności. Szybko robię pamiątkowe zdjęcia i dostrzegam latającego wokół szczytu ptaka. Śmieję się, żeby to nie był sęp, który czeka aż ja padnę ze zmęczenia i mnie zje 🙂 .  Po drugiej stronie szczytu widać prawdziwe morze chmur a za nimi granatowe Tatry. Tak to są Tatry. Widok jakich mało. Chwila dla mnie niesamowita. Wejście na Babią Górę (1725 m n. p. m.) jest moim oficjalnym nowym rekordem wysokości w górskiej przygodzie. Wcześniej dwukrotnie byłem wyżej (raz w Tatrach Wysokich Słowackich a raz w Tatrach Niżnych) , ale tam wjechałem kolejkami. Także zaliczam je do nieoficjalnych rekordów. Nie mogę zbyt długo cieszyć się ze zdobycia szczytu, ponieważ cały czas mocno wieje. To znak, że należy już schodzić.

Babia Góra 1725 m n. p. m.) - kamienny Wiatrochron (2)

Babia Góra 1725 m n. p. m.) – kamienny Wiatrochron

Babia Góra - 1725 m n. p. m. - Widok na morze chmur i Tatry

Babia Góra – 1725 m n. p. m. – Widok na morze chmur i Tatry

Autor na szczycie Babiej Góry (1725 m n. p. m.)

Autor na szczycie Babiej Góry (1725 m n. p. m.)

Babia Góra - 1725 m n. p. m. - Kamienny Obelisk na pamiątke wejścia arcyksięcia Józefa Habsburga

Babia Góra – 1725 m n. p. m. – Kamienny Obelisk na pamiątkę wejścia arcyksięcia Józefa Habsburga

Lokalizuję drogę powrotną przez zachodnią grań czerwonym szlakiem do Przełęczy Brona (1408 m n. p. m.). Najpierw schodzę po kamieniach, które się ruszają. Bardzo niebezpieczne zejście, ale jakoś daję radę. Potem idę prosto granią, trochę wiatr się osłabia, lecz jest nadal odczuwalny (cecha wędrówki granią). Odwracam się i fotografuje Babią Górę z innej perspektywy. Patrzę gdzie przed chwilą byłem i czuję szczęście, że tego dokonałem. Wiem, że raczej nie chcę tutaj szybko wrócić. Docieram na Przełęcz Brona (1408 m n. p. m.) i widzę z niej m.in. Małą Babią Górę (Cyl) – 1517 m.

Kopuła szczytowa Babiej Góry (1725 m.) - widok od zachodu

Kopuła szczytowa Babiej Góry (1725 m.) – widok od zachodu

Szlaki czerwony i zielony prowadzące na Przełęcz Brona

Szlaki czerwony i zielony prowadzące na Przełęcz Brona

Kosodrzewina na zachodniej grani na Babią Górę

Kosodrzewina na zachodniej grani na Babią Górę

Krzyż na zachodniej grani na Babią Górę

Krzyż na zachodniej grani na Babią Górę

Przełęcz Brona (1408 m n. p. m.)

Przełęcz Brona (1408 m n. p. m.)

Zielony szlak na Małą Babią Górę (Cyl)

Zielony szlak na Małą Babią Górę (Cyl)

Na przełęczy zaczyna kropić deszcz i tak już schodzę do Schroniska PTTK „Markowe Szczawiny”. Przy schronisku patrzę na czas. Jest godzina 07:40, a to oznacza, ze przejście trasy: Schronisko PTTK „Markowe Szczawiny” -> „Perć Akademików” -> Babia Góra -> Przełęcz Brona -> Schronisko PTTK „Markowe Szczawiny” zajęło mi dokładnie 2 h 29 minut. Czas nie najgorszy, ale najważniejsze, że wracam do cały i zdrowy do schroniska. Teraz już mogę się cieszyć z mojego wielkiego sukcesu. Wchodzę do środka i od razu spotykam znajomego z pokoju. Pyta się jak mi poszło. Mówię mu, że wszystko i mi się udało wg planu. Podaję mu czas przejścia i się pyta, czy tyle zajęło mi samo wejście. Mówię że nie, tyle zajęło mi i wejście i zejście razem. Mowie, że pogoda była stabilna, na szczycie mocno wiało potem na przełęczy w drodze powrotnej zaczął kropić deszcz. Pokazuję mu zdjęcia ze szczytu. Udaję się do czynnego już bufetu w schronisku. Uzupełniam energię przed zejściem do Zawoi. Wtem rozpadało się na dobre. Do bufetu schodzą pozostali moi współlokatorzy. Gratulują mi zdobycia szczytu. To bardzo miłe z ich strony. Cieszę się ogromnie, że miałem w danym momencie szczęście do pogody umożliwiającej mi zdobycie Babiej Góry (1725 m n. p. m.) „Percią Akademików”. Ponieważ teraz pada mocno deszcz i zdążyłem wrócić w odpowiednim momencie.

W końcu na zegarku pojawia się 08:30 i to oznacza mój powrót do Zawoi szlakiem, którym tu przybyłem, czyli czarnym. Już prawie nie pada deszcz, także mogę zacząć schodzić. Żegnam się ze współlokatorami. Życzę im powodzenia i słynne „do zobaczenia na szlaku”. W drodze powrotnej jednak Babia Góra postanawia mi się odpłacić niespodziewaną gościną u niej. Połowę zejścia robię w bardzo dużej ulewie i tylko kurtka przeciwdeszczowa ratuje mnie przed całkowitym przemoczeniem. Gdy docieram na przystanek autobusowy, to już nie pada, a Babia Góra znów jest cała we mgle jak i wszystkie pozostałe szczyty w Beskidach. Na dole na szczęście mgły brak. Tylko na moment Babia odsłania swe oblicze, z czego udaje mi się skorzystać.

Babia Góra 1725 m n. p. m. - widok z przystanku bus Zawoja Podryżowana

Babia Góra 1725 m n. p. m. – widok z przystanku bus Zawoja Podryżowana

Na przystanku rozmawiam z miejscowymi o Babiej Górze. Jedna Pani nie może uwierzyć, że dzisiaj byłem na szczycie tej góry.

Powrót do Krakowa można pominąć, ponieważ nic ciekawego się nie wydarzyło. W Krakowie mając czas do pociągu, wstąpiłem do jednego z fast – foodów uzupełnić siły (raz na jakiś czas można do Fast – foodów 🙂 ). Powrót pociągiem do Jeleniej Góry to jechanie w potężnych ulewach i wietrze. Do J.G docieramy z 20 min opóźnieniem, ale nie mam pretensji do spółki obsługującej pociąg, ponieważ wiem, ze w taką pogodę dojechać do celu to i tak jest dużo.

I tak właśnie spełniłem jedno ze swoich marzeń, mając ogromne szczęście do pogody w decydującym momencie. Teraz odpoczywam przed kolejnymi wyzwaniami. Mam nadzieje, że los mi będzie dalej sprzyjał.

Ciao ;*