Smrk (1125 m.), Příčný vrch (975 m.) – 16 – 17.08.2016 r.

O tej wyprawie mogę powiedzieć tyle, że była wyjątkowa. Po pierwsze była ostatnią dużą wyprawą, którą chciałem zrealizować tego lata (inne zrealizowane to: Babia Góra North Side Expedition 2016 i Sudety East Expedition 2016). Po drugie kończyłem nią prawie 2 – letnie zdobywanie Korony Sudetów. A po trzecie prawdopodobnie była ona moją ostatnią samotnią wyprawą górską powyżej 1 dnia. Przynajmniej na jakiś czas. Na pewno potrzebuję odpoczynku od tego typu wyjazdów. To tyle we wstępie, a teraz już relacja z tej wyprawy.

W pierwszej wersji planowania tej wyprawy miałem zaczynać od zdobywania szczytu Příčný vrch (975 m n. p. m.). Jednak po poprzedniej wyprawie Sudety East Expedition 2016, wypatrzyłem, że równie dobrze mogę zaczynać wyprawę od zdobywania Smrku (1125 m n. p. m.). I tak też postanowiłem.

Aby dostać się do wsi Ramzová musiałem dzień wcześniej wyjechać do Wrocławia i tam przenocować, aby rano zdążyć na pociąg do czeskiej granicznej wsi Lichkov. Ponownie jak poprzednio skorzystałem z gościny moich przyjaciół. Tak naprawdę dzięki nim ta wyprawa mogła dojść do skutku w takiej formie. Wielkie dzięki im za to. Dodatkowo dzięki nim miałem możliwość zwiedzenia we Wrocławiu Wyspy Słodowej, na której do tej pory nie byłem. Bardzo fajne i klimatyczne miejsce. Potem przeszliśmy na Rynek. Tam trochę ulicznej muzyki i zabytków. Po zwiedzaniu wróciliśmy na nocleg. A wcześniej jadąc do Wrocławia i będąc przed nim 30 – 35 km, widziałem przed sobą Sky Tower (żadna nowość), a jednocześnie obracając się za siebie Śnieżkę (1603 m n. p. m.). Tak to jest realne, naprawdę.

DZIEŃ 1. (16.08.2016 r. – wtorek)

Pobudka z samego rana. Przejazd tramwajem na dworzec kolejowy Wrocław Główny. Pociąg do Lichkova o 06:07. Tam dłuższe oczekiwanie na autobus. Dopiero o 12:50 melduję się w Ramzovej, skąd będę atakował swój przedostatni szczyt do Korony Sudetów – Smrk (1125 m n. p. m.). W planach oczywiście szybkie wejście na szczyt.

Ramzovské sedlo

Ramzovské sedlo

Omijam przejście przez tory na około, a nie na wprost, mimo tego że mam dalej. Dalej idę dosłownie 2 – 3 metry od elektrycznego pastucha, za którym są krowy i byki. Tradycyjnie składam kijki na te przejście, aby nie drażnić zbytnio zwierząt. Tak naprawdę chyba większym problemem jest kolor mojego plecaka i kurtki – czerwony. Jednak na szczęście „groźne” zwierzęta nie są mną zainteresowane. Po 10 minutach od ruszenia z Ramzovej docieram do zabudowań obiektów górskich. To miejsce nosi nazwę Vetrolam i położone jest na wysokości 785 m n. p. m., 15 metrów wyżej niż mój punkt startowy z Ramzovej.

Vetrolam

Vetrolam

Od tego miejsca kieruję się już za znakami ścieżki edukacyjnej oznaczonej na kolor czerwony.

Ścieżka dydaktyczna prowadząca na Klin i Smrk

Ścieżka dydaktyczna prowadząca na Klin i Smrk

Mniej więcej w połowie drogi na Smrk (1125 m n. p. m.) jest jeszcze jeden szczyt o nazwie Klín (983 m n. p. m.). Droga na niego składa się z kilku ostrych podejść. Przeciętne wejście na niego zabiera ok. 1 h 4 min. Ja idąc bardzo sprawnie, nawet przez te podejścia robię go w 32 minuty!!!!! Co prawda tętno wali jak szalone, ale jestem już do takich warunków przyzwyczajony. Po pokonaniu wspomnianych ostrych podejść dochodzę do miejsca, gdzie teren wyraźnie się kładzie i jest płaski. Domyślam się, ze może to być Klín (983 m n. p. m.), jednak patrząc na godzinę mam pewne wątpliwości, czy nie za szybko na ten szczyt. Po rozglądnięciu się widzę słupek triangulacyjny, który oznacza najwyższy punkt w dane okolicy i stawiany jest właśnie na szczytach. Jednak, aby rozwiać swoje wątpliwości muszę zobaczyć tablicą z nazwą szczytu. Szczególnie, że widziałem ją na zdjęciach innych osób, gdy przygotowywałem się do tej wyprawy. Szukam jej i nie mogę jej znaleźć. Gdy mam już ruszać dalej przypadkiem podnoszę głowę do góry i widzę mniej więcej metr nad zasięgiem wzroku tablicę z nazwą szczytu. Teraz już wiem, dlaczego nie mogłem jej znaleźć. Dlatego, że jest zawieszona tak wysoko, ze człowiek patrząc normalnie przed siebie nie jest w stanie jej dostrzec. Teraz już jestem pewien, że jestem na Klínie (983 m n. p. m.). Robię sobie więc ok. 10 minut przerwy na jakiś skromny posiłek.

Klín (983 m n. p. m.)

Klín (983 m n. p. m.)

Gdy kończę mijam dwójkę czeskich turystów. Informuję ich, ze właśnie dotarli na szczyt, pokazując im powieszoną wysoko tablicę. Po tym ruszam dalej, już na Smrk (1125 m n. p. m.). Przeciętne wejście od Ramzovej na ten szczyt, drogą którą idę zabiera 2 h 9 min. Na szczycie (a przynajmniej tam, gdzie jest oznaczony) melduję się o godz. 14:11. Z Ramzovej ruszałem o godz. 12:50. Także wejście na Smrk (1125 m n. p. m.), z krótką 10 minutową przerwą na Klínie (983 m n. p. m.) zabiera mi tylko 1 h 21 minut!!!!! Jak dla mnie jest to fantastyczny wynik, który bardzo cieszy. Doskonale wiem, ile wysiłku musiałem włożyć, aby dotrzeć tutaj o tak dobrym czasie. Na szczycie pytam  Czechów, czy prawdziwy punkt Smrka jest gdzieś w okolicy między drzewami, czy też tutaj gdzie stoimy, przy szlaku? Mówią, że tutaj, że dalej jest tylko Smrk Hranicnik (1109 m n. p. m.). A ten najwyższy Smrk jest jest właśnie tutaj. Po tej rozmowie decyduję się tutaj robić zdjęcie ze szczytu. Szczególnie, że jest on w tym miejscu oznaczony, a raczej nie oznacza się szczytu tam, gdzie się on nie znajduję. Wg GPS – ów itp. Najwyższy punkt Smrku (1125 m n. p. m.) znajduję się ok. 100 metrów od miejsca gdzie jest on oznaczony. Oczywiście może to być prawda, jednak nie mam zamiaru deptać chronionych tutaj torfowisk, aby koniecznie stanąć w tym punkcie. I tak bym go nie znalazł, ponieważ nie dysponuję takimi urządzeniami. A skoro oznaczenie jest przy drodze, to można a nawet trzeba uznać, że na szczycie byłem. Ponadto każdy tutaj robi sobie zdjęcia, więc zdjęcie w tym miejscu jest potwierdzeniem zaliczenia. W ten sposób zdobywam swój 21. Szczyt do Korony Sudetów i już wiem, że do zdobycia tego szczególnego wyróżnienia brakuje mi jednego szczytu – Příčný vrch (975 m n. p. m.), który mam w planach dnia następnego.

Autor na szczycie Smrk (1125-7 m n. p. m.)

Autor na szczycie Smrk (1125-7 m n. p. m.)

Korzystając z zapasu czasu postanawiam pójść kawałek dalej, by odpocząć sobie na Przełęczy u Trzech Granic (1109 m n. p. m.). W tym miejscu znajduję się również wspomniany wcześniej Smrk Hranicnik (1109 m n. p. m.).

Przełęcz u Trzech Granic (1109 m n. p. m.)

Przełęcz u Trzech Granic (1109 m n. p. m.)

Słupek graniczny na Przełęczy u Trzech Granic (1109 m n. p. m.) o numerze III – 43

Słupek graniczny na Przełęczy u Trzech Granic (1109 m n. p. m.) o numerze III – 43

Tutaj w końcu mogę odpocząć sobie dłużej. Czas odpoczynku spędzam oczywiście na regeneracji sił przed powrotem do Ramzovej. A powrót planowałem drogą wejścia na Smrk, jednak będąc na Przełęczy u Trzech Granic i zapoznaniu się z przebiegiem szlaków z niej postanowiłem schodzić niebieskim szlakiem w kierunku Ostruznika, a po przejściu 3/4 drogi w jego kierunku zmienić kolor szlaku na czerwony i przez Petrikov wrócić do Ramzovej. W ten sposób zwiększałem swoje szanse na otrzymanie pieczątki, potwierdzającej moje wejście na szczyt Smrk (1125 m n. p. m.).

Czarownica w studni

Czarownica w studni

I faktycznie po drodze widzę otwarty pensjonat z restauracją. Pytam o pieczątkę, którą następnie otrzymuję. Zadowolony idę dalej w dół. Po drodze mijam ładny kościół w Petrikovie.

Kościół w Petrikovie

Kościół w Petrikovie

W końcu docieram ponownie do miejsca startu – Ramzovej. Teraz tylko poczekać niespełna 2 h na autobus do Jesenika, a potem do Rejviz, gdzie zamierzam przenocować. Po nieudanych noclegach na poprzedniej wyprawie Sudety East Expedition wróciłem do sprawdzonej, poprzedniej metody planowania noclegów. Wyszukałem sobie 2 – 3 obiekty w Rejviz i bez żadnej wcześniejszej rezerwacji zamierzałem spytać o nocleg już na miejscu. Kiedyś tam udało mi się już znaleźć nocleg w Głuszycy oraz Lasówce. Liczyłem na to, że tym razem będzie podobnie. Przecież nie zamierzałem mieć już 3 biwaku. Szczególnie, że tym razem nie miałem przy sobie śpiwora ani karimaty.

Pytam w pierwszym obiekcie i niestety wszystko mają zajęte. Myślę sobie, że robi się nieciekawie. Pytam w drugim i to samo. Pytam więc i w trzecim. Niestety i tutaj nie mają wolnych miejsc. A tak naprawdę nie mają, czy po prostu Czesi nie lubią zbytnio Polaków? trudno powiedzieć. Naprawdę nie chcieli zarobić trochę pieniędzy za udzielenie noclegu w nawet skromnych warunkach? Dziwne trochę. Jestem już praktycznie pogodzony z faktem, że przyjdzie mi spędzić biwak na zadaszonym przystanku autobusowym w Rejviz. Naprawdę bardzo trudna i deprymująca mnie sytuacja. Jednak nagle woła mnie jedna z Pań, u której wszystkie miejsca były zajęte i mówi żebym spróbował zapytać o nocleg w Ekofarmie na szczycie Orli vrchu (772 m n. p. m.), do którego mam tylko 200 metrów. I tak nic mi nie zaszkodzi zapytać tam o nocleg. Pewnie i tak mają tam wszystko zajęte.

Podchodzę na recepcje i pytam o nocleg. Cena w tym momencie nie gra dla mnie aż tak dużej roli jak na początku. Słyszę, że mają coś dla mnie a koszt noclegu wynosi 350 Kč ( w przeliczeniu to jakieś 56 – 60 zł.), także nie za drogo. Po chwili słyszę, że ewentualnie mogą mi zaproponować coś tańszego za 200 Kč (33 zł.). A co mi szkodzi nawet ten tańszy nocleg wziąć. W późniejszym  rozrachunku będę miał więcej pieniędzy po powrocie do Polski.

Po dokonaniu płatności zostaje zaprowadzony na pobliskie pole, a tam chatki, czy też bungalowy. Dostaje jedną z nich. Warunki może nie jak w hotelu, ale ujdzie. Zresztą jestem odporny na dużo i najważniejsze, że mam dach nad głową i mogę się zamknąć na klucz. Mam nawet kołdrę i poduszkę a nawet oświetlenie. Jednak temperatura wewnątrz jest bliska temperaturze powietrza na zewnątrz. Pod kołdrą powinienem jakoś wytrzymać 🙂 .Jeśli chodzi o WC oraz prysznic, to nie są w mojej chatce, a w pobliskich chatkach. Wracają wspomnienia z koloni w Brennie, na której byłem ok. 12 lat temu. Tam panowały podobne warunki pobytowe. Dodatkowo mam chatkę położoną blisko elektrycznego pastucha. Taki luksus 🙂 . Tak naprawdę nie mam się co czepiać, ponieważ gdyby nie właściciele tego obiektu, to nocleg spędził bym na pobliskim przystanku autobusowym. Także należą się im podziękowania, że jako jedyni zachowali się odpowiednio.

DZIEŃ 2. (17.08.2016 r. – środa)

Następnego dnia budzę się ok. godz. 04:00. Słyszę na zewnątrz bardzo duże opady deszczu. Myślę sobie, że w takich warunkach pogodowych nie ma sensu wychodzić w góry. A szkoda, ponieważ mam tylko 1 szczyt do zakończenia Korony Sudetów. Przypomniała mi się niedawna wyprawa na Babią Górę (1725 m n. p. m.), gdzie również w nocy padał deszcz i dodatkowo była burza, a mimo to przed moim wyjściem ze schroniska pogoda się trochę poprawiła. Myślę, że może pojechać autobusem po 5 rano i już będąc na miejscu w Hori Udoli, tocna [miejsce z którego zamierzałem atakować Příčný vrch (975 m n. p. m.) ] przeczekać złe warunki pogodowe. Na szczęście staję się cud i również za jakąś chwilę przestaje padać i już tylko lekko kropi. Dlatego też planowo wstaje przed 6 rano, jem śniadanie i wychodzę na autobus, który jest po godz. 07:00.

Pomimo ustąpienia deszczu martwi mnie wciąż jedna sprawa. A mianowicie chmury, które są właśnie w miejscu, gdzie znajduję się mój kolejny szczyt. A jest on w lesie i idąc na niego we mgle może być ciężko. Już wcześniej szedłem w dużej mgle m.in. na Wysoką Kopę (1126 m n. p. m.) oraz niedawno na Śnieżnik (1424 m n. p. m.), więc nie był to może dla mnie problem, ale z pewnością duże utrudnienie.

Po przyjeździe na miejsce startowe na szczyt Příčný vrch (975 m n. p. m.) lokalizuje skręt w lewo szlaku niebieskiego, którym będę się w większości trasy kierował. Na zdjęciu poniżej widać kawałek trawy. Na niej odpoczywałem po powrocie ze szczytu, czekając dość długo na autobus. Powiem tylko, że czułem całkowitą wolność od wszystkiego ; od problemów codziennego życia. To czego m.in. szuka się podczas podróżowania.

Horni Udoli, Tocna bus (740 m n. p. m.)

Horni Udoli, Tocna bus (740 m n. p. m.)

Z przystanku ruszam o godz. 07:22. Po mniej więcej 13 minutach widzę pozostałość po dawnej kaplicy Św. Marty a potem Św. Anny. Nawet mroczne miejsce, schowane gdzieś w lesie 🙂 .

Dawna Kaplica św. Anny i Marty

Dawna Kaplica św. Anny i Marty

Później docieram do miejsca – Starohori (930 m n. p. m.), gdzie chwilę odpoczywam. Dalej mijam pomnik zapewne postawiony na cześć poległym górnikom (okolica znana była właśnie z działalności górniczej).

Pomnik poświęcony poległym w sztolniach górniczych

Pomnik poświęcony poległym w sztolniach górniczych

Gdy docieram do miejsca – Hreben, to wiem, że do szczytu Příčný vrch (975 m n. p. m.), mojego ostatniego do Korony Sudetów mam już tylko 0,5 km i to nawet bardzo łagodnego podejścia. Jakieś 100 metrów dalej mijam wieże telekomunikacyjną, co wróży mi dobry zasięg w telefonie ze szczytu 🙂 .

Na szczycie Příčný vrch (975 m n. p. m.) melduję się mniej więcej o godz. 08:29 (tj. 1 h 25 min. od miejsca startu ; przeciętnie pokonana przeze mnie trasa zabiera 1 h 24 min.). Moim zdaniem nie zgadza się za to dystans pokonanej drogi. Wg jednego z serwisów wynosi on 2,9 km. Moim zdaniem jest to z ok. 4,0 – 4,5 km, co mnie trochę wybiło z rytmu i spowodowało trochę złe rozłożenie sił.

Podczas wejścia na szczyt najpierw dostrzegam słupek triangulacyjny między drzewami z prawej strony. Dopiero po przejściu kilku metrów prosto, po lewej stronie na drzewie znajduję się tabliczka z nazwą szczytu.

Na ostatni szczyt z Korony Sudetów zaplanowałem sobie specjalną oprawę. No cóż, w końcu to szczególny dzień w moim życiu – zakończenie zdobywania Korony Sudetów. Postanowiłem więc udekorować szczyt w polskie barwy narodowe, wieszając choć na moment flagę biało – czerwoną 🙂 . W ten sposób chciałem wyrazić, że mój sukces jest nie tylko moim sukcesem, ale i także sukcesem wielu osób, które przyczyniły się do jego osiągnięcia. Również pokazuję to, że zdobywanie Korony Sudetów miało po części charakter sportowy (styl szybki zdobywania szczytów). A po trzecie dekorując czeski szczyt Příčný vrch (975 m n. p. m.) w polskie barwy narodowe, zrobiłem im na złość za problemy z noclegami w ich kraju. Może da im to trochę do myślenia 😉 .

Autor na szczycie Příčný vrch (975 m n. p. m.)

Autor na szczycie Příčný vrch (975 m n. p. m.)

Po spędzeniu ok. 40 minut na szczycie ruszyłem tą samą drogą w dół. Obok przystanku odpocząłem sobie leżąc na trawie i czując prawdziwą wolność od wszystkiego co dręczy człowieka na co dzień.

Po powrocie do Wrocławia i kolejnego noclegu u moich przyjaciół, następnego dnia pojechałem tramwajem na Rynek Wrocławski, gdzie znajduję się Oddział PTTK weryfikujący zdobywanie Korony Sudetów. Oddałem tam swoją książeczkę do weryfikacji i myślę, ze za niedługo powinienem już jechać po odbiór odznaki. Dopiero wtedy myślę, będę się cieszył z tego, co udało mi się dokonać.

A tak na serio Koronę Sudetów zrobiłem dlatego, że gdy zainteresowałem się górami, zacząłem sporo czytać o tej tematyce. W końcu musiałem natrafić również na tematykę różnych Koron Górskich. Postanowiłem, że zrobię jedną z nich i wybór padł na Koronę Sudetów.

I cóż mogę dodać więcej? Po prawie 2 – latach włożonego wysiłku udało mi się konsekwentnie doprowadzić do końca to co zacząłem.

Za jakiś czas postaram się napisać krótkie podsumowanie np. w liczbach ze zdobywania Korony Sudetów, a na razie mówię do usłyszenia 😉 .