Lausche (793 m.) – 08.02.2016 r.

Szczyt Lausche (793 m.) położony w G. Żytawskich (Zittauer Gebirge) to najbardziej wysunięty na zachód szczyt zaliczany Korony Sudetów. aby się tam dostać potrzebowałem tym razem bardziej zaawansowanego planu logistycznego (odpowiedniego zgrania ze sobą w czasie środków transportu). Dużo analizowałem różnych wariantów, taryf, cen biletów. Wybór padł, że zaatakuję ten szczyt od strony niemieckiej (można też od czeskiej), dlatego że o dziwo od strony niemieckiej miało wyjść taniej. I wyszło, ale o tym potem. Założyłem sobie, aby nie popadać w większe koszty, to zrobię ten szczyt w ciągu jednego dnia i jeszcze w ten sam dzień powrócę do domu (brak kosztów noclegu).

Jak wyglądał mój plan podróży? Otóż z J.G. musiałem dostać się do Szklarskiej Poręby – Górnej. Następnie ze Szklarskiej Poręby – Górnej przedostać się pociągiem do Liberca. Z Liberca przez Zittau dostać się do Grossschonau,a stamtąd już autobusem do wsi Waltersdorf, z której zamierzałem zaatakować szczyt Lausche (793 m.). Po zdobyciu szczytu zamierzałem wrócić tą samą drogą co tutaj przybyłem. I to wszystko w ciągu jednego dnia. Plan ambitny, ale w mojej ocenie i na moje możliwości realny. W każdym razie głęboko wierzyłem, że może się on powieźć.

Ok. 1,5 tygodnia przygotowań, analizowania rozkładów jazdy, map obszarów działania i dnia 08.02.2016 r. ruszyłem realizować cel. Miał to być mój 11-sty szczyt z listy Korony Sudetów. Wstałem dość wcześnie rano, bo po 04:00. Zjadłem śniadanie, plecak miałem spakowany dzień wcześniej i po godz. 06:00 ruszyłem na dworzec PKS w J.G, skąd o 06:30 rano odjeżdżał autobus do Szklarskiej Poręby. Warto jeszcze dodać, że miałem ze sobą m.in. wypisane na kartce długopisem cały plan z wybranymi przejazdami, z których miałem skorzystać, wypisane potrzebne słownictwo niemieckie z polskim tłumaczeniem, aby sprawniej porozumiewać się za granicą, słownik polsko – niemiecki, 15 euro na czarną godzinę oraz bilet Euro – Nysa za 25 zł., który miał mi pomóc przyoszczędzić na kosztach przejazdu. Tak uzbrojony mogłem podjąć się tej „dalekiej” podróży.

Także udałem się na jeleniogórski dworzec, wsiadłem do autobusu i zapytałem kierowce, czy honorują bilet Euro – Nyna na tej trasie. Kierowca mi przytaknął. Uśmiech zagościł na mojej twarzy :). Po dojechaniu na dworzec PKS w Szklarskiej Porębie musiałem podejść kawałek do góry, aby dostać się do dworca PKP Szklarska Poręba – Górna na pociąg do Liberca. Trasę znałem z analizowania mapy, także nie miałem dużego problemu z dotarcia tam. Po dotarciu na dworzec kolejowy zapytałem pana pracującego w kasie biletowej, czy na odcinku Szklarska Poręba – Górna -> Liberec honorują bilet Euro – Nysa. Pan powiedział, że owszem. To był mój szczęśliwy dzień – pomyślałem. Wszystko się dzisiaj układało. Postanowiłem na pociąg poczekać w holu dworca, ponieważ strasznie wiało tego dnia.

Dworzec kolejowy - Szklarska Poręba Górna

Dworzec kolejowy – Szklarska Poręba Górna

Gdy pociąg przyjechał bez wytchnienia wsiadłem na jego pokład. Ruszyliśmy. Pani czeska konduktor zaczęła sprawdzać bilety. Pokazałem jej mój bilet Euro – Nysa, pani spojrzała, przybiła pieczęć i mi go zwróciła. Słowa pana z dworca się sprawdziły. Tego dnia dużo osób udawało się na narty do Liberca. Ja natomiast jechałem zdecydowanie dalej, aż do Niemiec. Po dojechaniu do Liberca rzuciłem okiem na pobliskie góry, licząc że uda mi się zobaczyć Jeszted (1012 m.). I moje oczekiwania sprawdziły się. Co prawda częściowo przysłonięty drzewami, ale jest.

Jeszted (1012 m.) - widok z dworca kolejowego w Libercu

Jeszted (1012 m.) – widok z dworca kolejowego w Libercu

Miałem dosłownie 15 minut, aby znaleźć peron, z którego odjedzie pociąg do Zittau. Początkowo szukałem go na własną rękę. Jednak nie mogłem go znaleźć. Postanowiłem zapytać stojącej w pobliżu pani konduktor. Zapytałem o informację po polsku. Pani będąca Czeszką zrozumiała mnie bez problemów. Wskazała mi odpowiednia drogę. Dzięki tym wskazówką, po chwili byłem już w pociągu jadącego do Zittau. Tam też wysiadłem. Czekała mnie jeszcze jedna podróż pociągiem w tamte strony, a mianowicie do Grossschonau. Na dworcu w Zittau sytuacja ze znalezieniem odpowiedniego peronu się powtórzyła. Musiałem zapytać innej pani konduktor, tym razem Niemki. Znając częściowo niemiecki zapytałem coś w stylu : Wo ist das Gleis nummer 1b? – co miało oznaczać : Gdzie jest tor nr 1b?. Z toru 1b miał odjeżdżać pociąg do Grossschonau. Pani zrozumiała mnie 🙂 i wskazała odpowiedni tor. W ten sposób jechałem już do wspomnianego Grossschonau. Jadąc pociągiem podziwiam okoliczne szczyty i jeden, częściowo ośnieżony się w panoramie wyróżnia. Czy to może być Lausche (793 m.)? – pomyślałem. Na miejscu okazało się, że się nie myliłem. To był mój cel wyprawy.

Dworzec kolejowy w Grossschonau - widok na Lausche (793 m.

Dworzec kolejowy w Grossschonau – widok na Lausche (793 m.)

Z dworca kolejowego Grossschonau wyszedłem na drogę poszukać przystanku autobusowego Grossschonau Bahnhof. Zlokalizowałem go bez większego trudu. Sprawdziłem tylko czy mój autobus przyjedzie o 12:11. Tak miał przyjechać. Także szybko coś przkąsiłem, ponieważ za ponad 30 minut miałem rozpocząć główne zdobywanie szczytu. Autobus przyjeżdża punktualnie. Pytam kierowcy po niemiecku, czy jedzie on na ost. przystanek – Waltersdorf Skiheim? Okazuję się, że autobus dojeżdża przystanek bliżej, do Waltersdorf Psrkplatz. No trudno, ale to i tak lepiej niż iść tam na piechotę.

Po dojechaniu na miejsce – Waltersdorf Parkplatz zauważam, że nie mam czapki w kieszeni kurtki. Przecież jeszcze na przystanku ją miałem. Szukam po autobusie, ale jej nie mam. Na domiar złego na dworze wieje. Cóż pogodzony z brakiem czapki idę przed siebie, ponieważ czas mnie bardzo nagli. Jak nie zdążę na powrotny autobus, to potem nie zdążę wrócić w efekcie do domu w tym samym dniu. Po chwili zauważam, że coś mam w kieszeni polaru. Moja czapka znajduję się :D. Uradowany idę atakować szczyt. Jest godzina ok. 12:30 (12:25 – 28 chyba), a powrotny autobus jest o godz. 13:50. Zadaje sobie pytanie czy to jest w ogóle realne do zrobienia? Wejście na szczyt, wzięcie pieczątki po drodze i powrót na autobus. Myślę sobie – zobaczymy. Docieram do pierwszej tablicy.

Lauschegipfel (793 m.) - 50 minut

Lauschegipfel (793 m.) – 50 minut

Wynika z niej, że mam 50 minut do szczytu. Za dużo – myślę. Jest godzina 12:32, a ja muszę być na szczycie równo o 13:00, jeśli chce zdążyć na powrotny autobus. Mimo wszystko jechałem tutaj wiele godzin i nie mogę się teraz poddać. Podejmuję wyzwanie rzucone we mnie przez Lausche (793 m.). Do pokonania 330 m. przewyższenia. Chce to zrobić w 30 minut (średnio 110 m. przewyższenia na 10 minut). Tylko tak mogę wykonać cel i wrócić punktualnie na powrotny autobus. Zaczynam podchodzenie w takim terenie:

Waltersdorf - widok na Lausche (793 m.)

Waltersdorf – widok na Lausche (793 m.)

Podchodzę wydeptaną wcześniej widoczną ścieżką w tej trawie. Dobrze, że wyciągi nie pracują, nikt mnie nie ochrzani jak zboczę nieco z trasy przez przypadek :). Mijam po drodze Hotel Hubertusbaude i po chwili zaczynam się coraz bardziej męczyć. To przez szybkie podejście. Ale muszę tak robić, nie ma innego wyjścia.

Hotel Hubertusbadude

Hotel Hubertusbadude

Gdy dochodzę do „zakosów” (kręta droga na szczyt) czuję dosłownie wyczerpanie. Muszę się co chwilę zatrzymywać i łapać oddech, a czas ucieka. W pewnym momencie dociera do mnie fakt, że na 13:00 nie zamelduje się na szczycie, a co oznacza niezdążenie na autobus. Ja cię – i na dodatek nie wrócę już dzisiaj do domu. Trudno co poradzić, jakoś to będzie – myślę. Mimo tego faktu i cierpienia ze zmęczenia wędruję dalej na szczyt. Dodać należy tutaj opis warunków jakie panują na wspomnianych „zakosach”. Po środku lód, po bokach ścieżki niewyraźne ślady stóp, po których muszę iść – inaczej się poślizgnę. Jestem taki „mądry”, a nawet kijków nie wziąłem. W tym momencie trochę żałuję z tego powodu. Ostrożnie wspinam się wyżej i wyżej i w końcu widzę mury:

Mury pod Lausche (793 m.)

Mury pod Lausche (793 m.)

Już wiem, że stanięcie na moim 11-stym szczycie z listy Korony Sudetów to już kwestia czasu. Po chwili o godz. 13:04 jestem na wierzchołku :). Czuję dużą ulgę i radość. Wiem jednak, że nie mogę zostać tutaj zbyt długo, jeśli chce spróbować zdążyć wrócić na powrotny autobus.

Lausche (793 m.) (1)

Lausche (793 m.) (1)

Lausche (793 m.) (2)

Lausche (793 m.) (2)

Gdy dochodzi mijana przeze mnie dwójka Niemców (Niemiec i Niemka), proszę o zrobienie zdjęcia, dla potwierdzenia mojego wejścia. Dziękuję za wykonaną prośbę i robię także kilka zdjęć panoramy, która jest naprawdę imponująca.

Autor na sczycie Lausche (793 m.)

Autor na szczycie Lausche (793 m.)

Lausche (793 m.) - panorama

Lausche (793 m.) – panorama

Lausche (793 m.) - panorama (2)

Lausche (793 m.) – panorama (2)

Lausche (793 m.) - panorama (3))

Lausche (793 m.) – panorama (3)

Po wykonaniu zdjęć sprawdzam godzinę. Jest dokładnie 13:13. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że może jednak nie wszystko stracone. Że ciągle mam szansę zdążenia na powrotny autobus. Myślę także, gdzie otrzymam pieczątkę, na potwierdzenie zdobycia Lausche (793 m.). Wybór pada na minięty wcześniej Hotel Hubertusbaude. Jeśli mam zdążyć powrócić na przystanek, przed odjechaniem autobusu muszę podjąć niemałe ryzyko. Postanawiam zbiegać ze szczytu po wspomnianym wcześniej lodzie i śniegu. Zdaję sobie sprawę, że to nierozsądnie i niebezpieczne, ale nie mam wyjścia. Ale proszę wszystkich o nienaśladowanie mojego zachowania. Wyniknęło ono z braku wyjść awaryjnych i nie powinno się nigdy zdarzyć. Także przepraszam za swoje zachowanie.

Rozpoczynam walkę z czasem. Szybko zbiegam do Hubertusbaude i proszę pieczątkę. Dostaję ją bez problemów :). Potem zbiegam po tej trawie wzdłuż wyciągu, aby dotrzeć na asfalt. Cały czas sprawdzam godzinę i widzę, że moje szanse rosną. Fotografuję jeszcze okolicę i punktualnie z przyjazdem autobusy pojawiam się na przystanku. Co prawda autobus musi postać jeszcze z 5 minut na pętli, ale już wiem, że być może wrócę dzisiaj do domu :).

Waltersdorf - przykład łużyckiego domu przysłupowego

Waltersdorf – przykład łużyckiego domu przysłupowego

Waltersdorf Parkplatz - przystanek autobusowy

Waltersdorf Parkplatz – przystanek autobusowy

Jestem jednak cały mokry od potu, ponieważ działałem intensywnie w ostatnich 1 h 20 minutach. Ściągam polar i koszulkę, szusze je w autobusie i zmieniam na nową odzież. Jestem szczęśliwy, że mam kolejny szczyt w swoich osiągnięciach. Dalsza podróż przebiega bez zakłóceń, aż do Liberca. Zdążyłem na ostatni pociąg, odjeżdżający o 16:35 do Szklarskiej Poręby Górnej i już nic nie powinno mi przeszkodzić w powrocie do domu. Niestety nie jest tak kolorowo, jak myślałem.

Przejechaliśmy pociągiem może jedną stację lub nawet nie i nagle czujemy mocny huk. Myślę sobie – pewnie komuś narty upadły, ponieważ narciarze wracają z powrotem do Szklarskiej Poręby. Gdy pociąg, którym podróżuje zatrzymuję się i maszynista mówi do konduktora słowo : Auto, to już wiem, że tak szybko dzisiaj do domu nie wrócę. Co się dokładnie stało, można przeczytać na niżej wymienionych stronach internetowych. W razie czego można pomóc sobie tłumaczem google.

http://tydenikpolicie.cz/superb-v-liberci-narazil-do-projizdejiciho-vlaku/

http://www.policie.cz/clanek/superb-narazil-do-projizdejiciho-vlaku.aspx

Chodziło mniej więcej o to, że samochód zahaczył o nasz pociąg i musieliśmy czekać z 30 minut, zanim konduktor ogłosi nam, że zaraz wrócimy innym pociągiem do Liberca, a stamtąd udamy się autobusem do Vesec u Liberce. Po dłuższym oczekiwaniu ruszyliśmy zastępczym autobusem do tej miejscowości. Tam przesiedliśmy się na pociąg do Tanvaldu. A z Tanvaldu czekaliśmy na minibus do Szklarskiej Poręby Górnej. Pytanie moje brzmiało tylko, czy zdążę dostać się do Szklarskiej Poręby Górnej przed godziną 20, kiedy to odjeżdżał ostatni w tym dniu pociąg oraz autobus w kierunku Jeleniej Góry? Szczególnie, że w Tanvaldzie zaczął padać bardzo mocny deszcz, a przed Szklarską Porębą jeszcze gorzej. Na szczęście byłem tam przed godz. 20 i postanowiłem do J.G. wrócić pociągiem. Jednak to był pociąg PKP Intercity, gdzie bilet Euro – Nysa już nie obowiązywał. Ale to nic, gotowy byłem kupić nowy bilet za grosze. Pogadałem na spokojnie z konduktorem i zaoferowałem kupn nowego biletu. Powiedział, ż potem do mnie przyjdzie i mi go sprzeda. W trakcie jazdy okazało się, że praktycznie wszystkie przedziały w pociągu są zarezerwowane przez studentów AWF, którzy to udawali się gdzieś na narty. Ale muszę im przyznać, że zachowali się w porządku, ponieważ nie wyprosili mnie ze swojego przedziału. Na dodatek pomogli mi potem otworzyć drzwi w pociągu, z którymi miałem problem.

I w ten sposób przeżyłem bardzo dużą przygodę i zrealizowałem kolejny swój cel 🙂