Borowa (853 m.), Waligóra (936 m.), Wielka Sowa (1015 m.) – 15-16.05.2015 r.

Wyprawę tą, zorganizowaną w dniach 15-16.05.2015 r. zapamiętam z kilku powodów. Jest to moja pierwsza samodzielna wyprawa górska trwająca ponad jeden dzień (2 dni). Będę robił więcej niż jeden szczyt do Korony Sudetów, podczas jednej wyprawy (3 szczyty) oraz nie będę używał środków transportu do przemieszczania się pomiędzy szczytami. Zapamiętam ją również ze względu na wiele stromych podejść i zejść, których po pewnym czasie miałem już serdecznie dosyć Być może również to była moja rekordowa wyprawa pod względem pokonanych kilometrów na piechotą. W każdym razie wyprawa, którą wspominam cały czas.

Wyprawę zacząłem od dojechania pociągiem Kolei Dolnośląskich z J.G. do Wałbrzycha Głównego. Na miejscu byłem już przed 06:30, ponieważ wiedziałem, że czekam mnie tego dnia bardzo długa wędrówka. Także zadbałem o odpowiedni zapas czasu. Po przyjeździe do Wałbrzycha zrobiłem sobie krótką przerwę na drugie śniadanie i o godz. 07:00 ruszyłem na trasę. Pierwszym moim celem był szczyt Borowa (853 m.), zaliczany do Korony Sudetów, jako najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich. Chociaż niektórzy twierdzą, że wyższy jest pobliski Chełmiec (851 m.), no ale zdobywam szczyty z listy :). Pierwsze podejście i od razu jest ciężko:

trudny odcinek szlaku (strome podejście)

trudny odcinek szlaku (strome podejście)

Na szczęście mam kijki, które pomagają mi w utrzymywaniu równowagi. Jak się potem okaże, to nie ostatnie takie ostre podejście :(. Po tym dość stromym podejściu jestem na wysokości 618 m.n.p.m., gdzie znajdują się ruiny zamku Nowy Dwór, a wzniesienie nazywa się: Zamkowa Góra. Warto zwrócić uwagę na zdjęciu poniżej, na taki ceglany łuk po prawej stronie. Nie wiem co mnie podkusiło, ale się na niego wspiąłem. Raptem tylko 3-4 metry. A potem się zastanawiam: Po co wchodziłeś jak się boisz teraz zejść? No dobra, jakoś się udało zeskoczyć :). Nigdy więcej takich prób :).

Zamkowa Góra 618 m.n.p.m. - ruiny zamku Nowy Dwór

Zamkowa Góra 618 m.n.p.m. – ruiny zamku Nowy Dwór

Potem następuję łagodne zejście i kolejne, tym razem łagodne podejście na Przełęcz Kozią  (653 m.):

 Przełęcz Kozia 653 m.

Przełęcz Kozia 653 m.

Nie tracąc czasu idę dalej i po 10 minutach jestem już  na Przełęczy pod Borową 660 (675) m.

Przełęcz pod Borową 660 (675) m.

Przełęcz pod Borową 660 (675) m.

Już wiem, że do pierwszego dzisiaj celu jest niezbyt daleko. Jednak góry nie lubią się poddawać tak łatwo. Borowa (853 m.) przygotowała dla mnie jeszcze jedną niespodziankę: kolejne strome podejście. Idę ambitnie – środkiem, lecz w połowie czuję, że to nie jest dobry pomysł i odbijam bezpiecznie w lewo.

trundy odcinek szlaku czerwonego - ostatnie podejscie pod Borową (853 m.)

trudny odcinek szlaku czerwonego – ostatnie podejście pod Borową (853 m.)

Podejście pod Borową (853 m.)

Podejście pod Borową (853 m.)

Po pokonaniu podejścia rozglądam się za oznaczeniem szczytu, ponieważ nie wiem co na nim mogę znaleźć. Patrzę na lewo, patrze na prawo i nie ma nic. Dopiero, gdy idę jeszcze trochę prostu widzę tabliczkę. Już wiem, że pierwszy cel – Borowa (853 m.) zostanie zrealizowany. To już piąty szczyt na moim koncie z Korony Sudetów, ale nie ostatni tego dnia.

 Borowa 853 m.n.p.m.


Borowa 853 m.n.p.m.

Autor na Borowej 853 m.n.p.m.

Autor na Borowej 853 m.n.p.m.

Po zdobyciu Borowej (853 m.) schodzę do wsi Rybnica Mała. Oczywiście w końcowym odcinku stromym szlakiem po śliskich liściach. Muszę bardzo uważać. Chyba tylko raz tracę równowagę, ale udaję mi się jakoś nie upaść.

trudny odcinek szlaku niebieskiego

trudny odcinek szlaku niebieskiego

Po zejściu do Rybnicy Leśnej, schodzę kawałek asfaltem, a następnie wypatruję wejścia w las, który jest kolejnym odcinkiem mojej trasy. Gdy go znajduję, trochę się denerwuję. Znowu kolejne ostre podejście. Ale cóż, muszę iść dalej, taki mój los. W trakcie podchodzenia pod nast. walor na mojej trasie – Rogowiec (870 m.) dopada mnie kryzys sił. To przez te męczące podejścia. Niestety nie mogę się zatrzymać, bo nie zdążę przejść zaplanowanej trasy. Decyduję się, że następny postój zrobię dopiero na tym Rogowcu. Idzie mi się ciężko, ale wiem, że w końcu te podejście musi się skończyć. Po kilku kilometrach widzę ruiny. To właśnie Rogowiec (870 m.). Jak sobie pomyśle, że dla zobaczenia tych ruin wybrałem bardziej stromszy wariant, to nie jestem z tego faktu pocieszony.

Rogowiec 870 m.n.p.m. - ruiny zamku Rogowiec

Rogowiec 870 m.n.p.m. – ruiny zamku Rogowiec

Po dłuższym niż zwykle odpoczynku, muszę iść dalej. Idę wiec przez Skalną Bramę (830 m.), aby dojść do szczytu o nazwie Jeleniec (902 m.). Tam znajduję się pamiątkowy kamień z nazwą szczytu.

Skalna Brama 830 m.n.p.m.

Skalna Brama 830 m.n.p.m.

Jeleniec 902 m.n.p.m.

Jeleniec 902 m.n.p.m.

Zbijam teraz trochę wysokości i dochodzę do Przełęczy pod Turzyną (835 m.)

Pod Turzyną 835 m.n.p.m.

Pod Turzyną 835 m.n.p.m.

Po wyjściu z lasu wyłania mi się sylwetka jakiegoś potężnego szczytu. Domyślam się, że tak wygląda mój kolejny cel – Waligóra (936 m.). Oczywiście jestem przerażony tym, że łatwo nie będzie. Przed wyruszeniem na ten szczyt mam zamiar zrobić jeszcze jeden odpoczynek –  w schronisku „Andrzejówka” na Przełęczy Trzech Dolin (810 m.). Chcąc skrócić sobie nieco drogi wybieram zejście drogą rowerową, lecz po chwili ją gubię. Nie ma to dla mnie większego znaczenia, ponieważ budynki schroniska już poniżej mi się wyłaniają. Idę więc trochę na przełaj w kierunku schroniska. I po chwili docieram pod jego progi.

Waligóra 936 m.n.p.m. (chyba) - widok z Hali pod Klinem

Waligóra 936 m.n.p.m. – widok z Hali pod Klinem

Schronisko PTTK ''Andrzejówka''

Schronisko PTTK ”Andrzejówka”

Przełęcz Trzech Dolin 810 m.n.p.m.

Przełęcz Trzech Dolin 810 m.n.p.m.

Po odpoczynku biorę sobie pieczątki za potwierdzenie wejścia na Borową (853 m.) oraz Waligórę (936 m.), mimo że na Waligórze jeszcze nie byłem. Ale to tak na zapas, bo potem nie będę miał możliwości potwierdzenia pieczątką zdobycia szczytu. Nawet jeżeli bym nie dotarł na Waligórę, to bym sobie tego wejścia nie uznał. Wiadomo –  w górach trzeba być uczciwym. I tego się trzymam. Po wzięciu pieczątek wkraczam w obszar chroniony podwójnie, czyli „Góry Kamienne – obszar Natura 2000” oraz „Park Krajobrazowy ‚Sudetów Wałbrzyskich”.

Góry Kamienne - obszar Natura 2000

Góry Kamienne – obszar Natura 2000

Park Krajobrazowy ''Sudetów Wałbrzyskich''

Park Krajobrazowy ”Sudetów Wałbrzyskich”

Czeka mnie teraz tak ostre podejście szlakiem żółtym na Waligórę (936 m.), że dotąd nie sądziłem, że takie podejścia w Sudetach istnieją. Kamienie dosłownie sypią mi się spod nóg. W ciągu 17 minut pokonuję 126 m przewyższenia. To chyba dzięki motywacji oraz tego ostrego stoku. W ten sposób osiągam wierzchołek Waligóry (936 m.). To już mój szósty szczyt na koncie z Korony Sudetów oraz najwyższy punkt mojego dzisiejszego dnia.

Autor na Waligórze (936 m.)

Autor na Waligórze (936 m.)

Waligóra 936 m.n.p.m.

Waligóra 936 m.n.p.m.

Schodząc ze szczytu Waligóry (936 m.) w kierunku południowym spotykam małżeństwo udające się na Waligórę. Pytają mnie jak dojść na szczyt. Mówię im, żeby szli prostu i za 3 minuty będą na szczycie. Dobry uczynek spełniony :). Próbuję teraz zejść na Przełęcz pod Szpiczakiem (Ruprechtickim Spicaku). Przypadkowo trafiam na ruiny schroniska, na zboczach Waligóry.

Ruiny schroniska - na zboczu Waligóry

Ruiny schroniska – na zboczu Waligóry

Po dłuższym błądzeniu po ścieżkach rowerowych docieram pod przełęcz. A potem spoglądam na kolejne podejście na Ruprechticki Spicak (880 m.). Jest także bardzo strome. Tak naprawdę jestem już wykończony dzisiejszym dniem, mógłbym odpuścić ten szczyt, którego nie ma na mojej liście. Ale ja to lubię zdobyć wszystko co w okolicy. Decyduję się więc na zdobycie go. Po wyczerpującym podejściu docieram na dosłownie 5 minut na szczyt. Na Ruprechtickim Spicaku (880 m.) znajduję się wieża widokowa, ale i tak nie mam czasu tam zajrzeć, więc schodzę tą samą drogą, co tutaj dotarłem.

Ruprechticky Śpićak 880 m.n.p.m. - wieża widokowa

Ruprechticky Śpićak 880 m.n.p.m. – wieża widokowa

Od Przełęczy pod Szpiczakiem do wsi Łomnica mam 9 km. Tak, jeszcze tyle km w dół, a potem jeszcze kawałem do Głuszycy, gdzie zamierzam przenocować. Już w Łomnicy bolą mnie tak nogi, że muszę usiąść na chwilę na przystanku autobusowym. Ból jest bardzo odczuwalny. Ale wiem, że muszę dotrzeć do Głuszycy na nocleg. Przełamuję się i docieram. Uff, a teraz w Głuszycy pod górę :(. Ale mam nadzieje, że zaraz się to skończy. Oglądam jeszcze Ogród Jordanowski w Głuszycy i idę w kierunku noclegu.

Ogród Jordanowski w Głuszycy

Ogród Jordanowski w Głuszycy

Teraz coś o moim noclegu. Przed wyprawą nigdzie go nie rezerwowałem. Plan miałem taki, że dojdę do Głuszycy, która będzie początkiem jutrzejszego dnia w drodze na Wielką Sowę (1015 m.). Wypisałem sobie wcześniej w domu kilka adresów obiektów noclegowych w Głuszycy i na miejscu okazało się, że tylko jeden z nich spełnia moje parametry – jest przy trasie. Na dojście do innych obiektów noclegowych nie miałbym po prostu sił. Docieram pod adres, stoję pod płotem i widzę jakiegoś Pana. Myślę sobie – zapytam o nocleg. Pytam więc : Dzień dobry, to Pan prowadzi noclegi? Tak. Chciałbym u Pana przenocować, jest coś wolnego. Oczywiście. I tak udało mi się znaleźć nocleg ;). Trzeba mieć szczęście :). Nocleg nie kosztować zbyt dużo, pokój był do zaakceptowania (nawet, nawet). Po zostawieniu rzeczy poszedłem jeszcze do sklepu uzupełnić jedzenie i picie na jutro, ponieważ czekało mnie znów ok. 20 km do zrobienia.

Dzień 2. tj. 16.05.2016 r. zaczynam dość wcześnie. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji wstaję przed 7 rano, jem skromne śniadanie i ruszam o 7 na trasę. Idę przez Dolinę Marcową i Rozdroże pod Moszną (742 m.) w celu dostania się do Walimia. To stamtąd będę atakował Wielką Sowę (1015 m.)

Przełęcz Marcowa 715 m.

Przełęcz Marcowa 715 m.

Rozdroże pod Moszną 742 m.

Rozdroże pod Moszną 742 m.

Po 2 h 16 minutach docieram na PKS Walim. Moja obecna wysokość to 506 m.n.p.m. A czekam mnie wejście na Wielką Sowę (1015 m.). Wychodzi na to że mam do pokonania 500 m. przewyższenia w ciągu 2 h 15 minut. Zrobiłem ten odcinek poniżej 2 h, ale było bardzo ciężko, naprawdę!!!.

Walim PKS 506 m.n.p.m.

Walim PKS 506 m.n.p.m.

Idę coraz to bardziej pod górę i pod górę. Liczę kroki, ponieważ bolą mnie jeszcze nogi po wczorajszej wędrówce. Ale nie zamierzam się poddawać. Przyjechałem po dwa szczyty, także zdobędę dwa. Wiem, że to niezbyt rozsądne, ale wiem na co stać mój organizm, więc walczę dalej. Docieram po 1 h do przyszlakowej wiaty i chwile odpoczywam. Przechodzi obok mnie 2 mężczyzn, ale idą dalej. Domyślam się, że mamy wspólny cel. Po odpoczynku idę dalej w górę i w końcu doganiam mężczyzn. Nawiązuję rozmowę, z które wynikają moje podejrzenia. Tak, panowie idą na Wielką Sowę (1015 m.). Postanawiam się do nich dołączyć. Odtąd idziemy już we trójkę na szczyt. Jeszcze przed Wielką Sową zdobywamy jej młodszą siostrę – Małą Sowę (972 m.) i potem kierujemy się bezpośrednio do upragnionego celu.

Mała Sowa 972 m.n.p.m.

Mała Sowa 972 m.n.p.m.

Powoli wyłania nam się wieża widokowa, umieszczona na Wielkiej Sowie (1015 m.). O godz. 11:06 jesteśmy już na szczycie. Jest piękna, słoneczna pogoda. Naprawdę jest bardzo przyjemnie. Opalamy się spożywając posiłek, a potem zaglądamy na wieżę widokową, spojrzeć na okolicę. Tak oto siódmy szczyt na mojej liście staję się faktem.

Panorama z kamiennej wieży widokowej na Wielkiej Sowie 1015 m.n.p.m.

Panorama z kamiennej wieży widokowej na Wielkiej Sowie 1015 m.n.p.m.

Wielka Sowa 1015 m.n.p.m. - widok z 25 m. kamiennej wieży widokowej.

Wielka Sowa 1015 m.n.p.m. – widok z 25 m. kamiennej wieży widokowej.

Autor na szczycie Wielka Sowa (1015 m.)

Autor na szczycie Wielka Sowa (1015 m.)

Po kolejnym odpoczynku na szczycie przychodzi czas na rozstanie. Panowie schodzą w innym kierunku niż ja. Życzymy sobie powodzenia i rozchodzimy się. Ja zamierzam zejść do wsi Świerki Dolne, skąd będę wracam do domu pociągiem. Najpierw schodzę do schroniska „Sowa”, gdzie siedzę sobie ok 1 h. Mogę sobie na to pozwolić, ponieważ mam pewien zapas czasu.

Schronisko "Sowa"

Schronisko „Sowa”

Po odpoczynku idę dość długo do wsi Sokolec, gdzie przyglądam się Kościołowi pw. Św. Marcina.

Kościół pw. Św. Marcina w Sokolcu

Kościół pw. Św. Marcina w Sokolcu

Potem wkraczam do lasu, który ma mnie doprowadzić bezpośrednio do Świerków Dolnych, na pociąg. W lesie gubię szlak zielony, ale dzięki kompasowi utrzymuję kierunek marszu – południowy. Dzięki temu docieram do Świerków Dolnych. Sprawdzam ile się machnąłem od wyjścia zielonym szlakiem. Wychodzi na to, że ok. 300 metrów. Próbuję znaleźć stację PKP Świerki Dolne, ale nie jest to zbyt łatwe. Na dodatek brak żywej duszy, aby zapytać o to. Trudno, włączam plan B. Idę do nast. stacji kolejowej do Bartnicy. Idzie mi się dość długo, ale mam pewien zapas czasu, który pozwala mi na realizację tej decyzji.

Będąc już na stacji Bartnica jestem wykończony, ale szczęśliwy, że trud tej wyprawy już się skończył. Na jakiś czas mam dosyć gór. Ale tak jest zawsze po ciężkiej wyprawie. Wiem, że zdobycie kolejnych szczytów będzie wymagało kolejnych poświęceń.